To będzie post bez rad, bez dużej ilości tekstu, nieprzegadany. To będzie post o czystej radości życia! Nasz wyjazd do Barcelony to był urlop, taki co leżymy ile chcemy, nie zwiedzamy, jemy, odpoczywamy i udało się. Dzień zaczynaliśmy od śniadania na plaży. Zamawialiśmy cortado w pobliskiej genialnej kawiarence, łapaliśmy pączka i z kocem pod pachą szliśmy na plażę. A tam raj: spokój i cisza, trochę biegających ludzi, wspaniale! W ciągu dnia wracaliśmy do naszego mieszkania z wielkim tarasem, gdzie karmiliśmy siebie i malucha. Reszta dnia upływała nam leniwie na spacerach i knajpach na Barcelonecie. Wiele się zmieniło przez dwa lata, kiedy byliśmy tu ostatnio. To miejsce jest teraz pełne świetnych miejsc otwieranych przez młodych ludzi. To miejsce żyje. Cudnie! Dzień żegnaliśmy na plaży popijając białą sangrię, a Teoś siedział w wózeczku i patrzył na morze. Jak dobrze że trafił nam się taki model, fantastyczny podróżnik, bo mogę z ręką na sercu powiedzieć, że wyjazd był jednym z najbardziej udanych ze wszystkich jakie mieliśmy w życiu. Ale nie pędziliśmy, nie lecieliśmy za zabytkami, wybraliśmy miasto które doskonale znamy i w którym czujemy się najlepiej. Barcelona to cudowny wybór na wakacje z dzieckiem: krótki lot, lotnisko blisko miasta, plaża, ale i miasto, ogromna ilość tras do spacerowania, knajpy w ilości obezwładniającej i klimat, klimat, klimat. Zapraszam na relacje z naszego wyjazdu a wkrótce poradnik z adresami i miejscami wyjątkowymi, ale dajcie mi jeszcze chwilę.