Nie mogę bez niej żyć, podejrzewam ją o bycie przyczyną mojego super wczesnego wstawania, nigdy nie jest mi jej mało, kupuje jej wszystko czego chce, najpiękniejsze kubki, szklanki, słoiki, dodatki, przygotowuje ją zawsze z namaszczeniem, tak aby było jej dobrze. Kawa. Kawunia. Kawusia. Moja największa miłość, której nigdy nie porzucę. Ktoś kto komentuje moje minimum 4 filiżanki kawy dziennie boleśnie odczuwa zerwanie ze mną kontaktów, ale to silniejsze ode mnie. Na szczęście niebiosa zesłały mi niskie ciśnienie więc mam wspaniałą wymówkę: to jest lekarstwo. Dobra, ale do rzeczy. Kawa w Toronto ma się bardzo dobrze, znalazłam w mojej okolicy West Queen West kilka wypasionych kawowych świątyń mniejszych i większych, gdzie ludzie za ladą wiedzieli o co chodzi. Mi zazwyczaj chodzi, żeby była ciepła i duża. Ale tutaj odkryłam kawę zupełnie na nowo, po nowojorsku, na modności, do twarzy z długaśną hipsterską brodą. I tutaj kłania się Drip, Cold Brew Coffee i Chemex czyli inne i można powiedzieć modne sposoby przygotowywania kawy. Wcześniej byłam zapoznana z tematem, ale tylko teoretycznie, nigdy nie próbowałam jak cała sprawa smakuje. Najczęściej cały proces zakłada posiadanie specjalnego szkła, filtru i kawy, którą przelewa się lub przelewa i moczy całą noc w zimnej wodzie. Skomplikowane i pochłaniające są tajniki przyrządzania tych kaw o zacnych nazwach, ale nie o tym. O smaku trzeba porozmawiać, bo kawy te są pyszne, bez śladu goryczy czy kwasoty. Wiem, że w Warszawie też można już takie kawy zapodać spragnionemu podniebieniu w Faworach czy Emesen. Więcej informacji o poszczególnych kawiarniach ukryte w nazwach, które są linkami do ich stron.


DOM

Prawda jest taka, że pierwszą kawę zapodaje jeszcze z zamkniętymi powiekami, dlatego zaczynam od domu. W podróż zawsze zabieram kawiarkę jak na zdjęciu, ziarna kupuję lokalnie i jadę co rano: kilka łyżek kawy i gorąca woda do pełna, czekam, a potem sunę filtrem do samego dołu. Kawiarka jest solidna dlatego wytrzymuje podróże i jest niewymagająca bo potrzeba tylko ciepłej wody. Woziłam kiedyś kawiarki metalowe włoskie, ale się nie sprawdzały, za długo kazały na siebie czekać.

WHITE SQUIRREL

W bardzo dobrej lokalizacji na przeciwko parku Trinity Bellwood, kawa przepyszna, dostępna w wielu opcjach, uwaga Pan barista obraża się jeśli nie pochwali się dekoracji z mleka.

EARLY BIRD

Miejsce gdzie wybór kaw o nieznanych mi nazwach przyprawił mnie o rumieńce na policzkach i pełne zawstydzenie pod wpływem spojrzenia kolesia za lady pod tytułem “widzę, że nie ogarniasz”. Ale kawa pyszna, moja pierwsza Cold Brew zaliczona w upalny dzień.

CRAFTED

Najsmaczniejsza kawa w zestawieniu. Na fajnej ulicy, za rogiem parku Trinity Bellwood. Nie ma się do czego przyczepić. Wybór kaw przelewowych ogromny. Uwaga na strasznie zagadującą “skąd jesteś?” i “co tutaj robisz?” obsługę.

STARBUCKS

Nie mogło zabraknąć w zestawieniu. Na każdym rogu, na wszystkich ulicach jest on, czyli Starbucks. Smakuje tak samo jak w Polsce, czyli dużo gorzej od Coffee Heaven moim zdaniem. Ale kawiarnie w Toronto mają fajny klimat, nic nie mogę zarzucić jesiennym smakom Pumpkin Spice Latte (status kultowej tutaj, nazywają ją swoją coroczną jesienną tradycją) i Salt Caramel Latte. Nie mogę tylko ogarnąć tych wszystkich wariantów kaw: są light i classic, mleko whole, skin, 2%, soy, frappucinno i iced latte, a każde z tych można wziąć w wersji light. Śmieszy mnie jak się zamawia a Pani krzyczy do baristy nazwę: Light Frappucino Pumpkin Spice Late No Sugar Skin Milk, jak oni to ogarniają? 🙂