Wodospady Niagara są żelaznym punktem na liście atrakcji w Toronto, a że atrakcji nie jest wcale tak dużo to postanowiliśmy wynająć samochód i wyruszyć w trasę. Wodospady bardzo piękne, infrastruktura świetna i zachęcająca do spaceru z widokiem na hektolitry spadającej wody, ale samo miasteczko koszmarne. Neony, kicz i strata czasu. Na szczęście ktoś polecił nam wybrać się do Niagara on the Lake – piękne, malownicze, relaksujące miasteczko nad Ontario, położone nad samym jeziorem z architekturą którą oni nazywają europejską, ale nam kojarzy się ze wszystkimi widzianymi amerykańskimi serialami. Miasteczko choć tak niepozorne było pierwszą stolicą stanu Ontario i schronieniem dla zwolenników zwierzchnictwa brytyjskiego. W pobliżu mnóstwo winnic, właściwie winnica na winnicy, przeważa produkcja win białych. Muszę powiedzieć, że jak dobrze się poszuka można wypić całkiem dobre wino, ale generalnie nie jest to nic specjalnego. Wodospady Niagara koniecznie trzeba zobaczyć, ale jeszcze lepiej w duecie z Niagara on the Lake która tak pięknie się prezentuje w ostatnie dni lata.