Jesteśmy psycho fanami Jarmarków Świątecznych, a planując podróż do Kopenhagi nie przypuszczaliśmy, że będą już one działać (początek listopada, jak to?!) Machina ruszyła w weekend podczas naszego pobytu, najlepiej! Największe wrażenie zrobił na nas park Tivoli, który zamienił się w bajkowy Wonderland ze światełkami, chatkami z grzanym winem, gorącą czekoladą i korzenną herbatą, z małymi oddziałami najlepszych duńskich restauracji, gdzie można w biegu złapać coś do ręki, ze świątecznymi karuzelami, choinką i parkiem rozrywki. Piękne miejsce, właściwie najpiękniejszy świąteczny jarmark na którym byliśmy, ale wstęp jest płatny i warto przyjść wcześniej po bilety, bo kolejki są spore. W mieście działały też inne, mniejsze jarmarki, na które wpada się na każdym rogu. Wieczorem wsadziliśmy Teo do Tuli i pokazaliśmy mu rozświetlone ozdobami miasto, był pod ogromnym wrażeniem, otwierał szeroko ustka. Jest teraz na etapie fascynacji światełkami, więc sprawiliśmy mu mega radość, chociaż patrząc na nas nie wiem kto więcej wygrał. Uwielbiam listopad i grudzień za te wszystkie światełka, mikołaje, czerwienie, zielenie, ostrokrzewy, zapach grzanego wina, filmy i światełka. Kompletnie nie obchodzi mnie gadanie, że to kicz i takie tam. Dni są tak krótkie, jest tak zimno i nieprzyjemnie, że dlaczego nie uprzyjemnić sobie tego okresu wyciskając z tej atmosfery jak najwięcej? My w tym czasie dajemy z siebie wszystko, włącznie z przebieraniem Teo za renifera.  Z ciekawostek napoje na jarmarkach sprzedawane są w ceramicznych kubkach, które można zabrać na pamiątkę. I fajnie. A wy zamierzacie odwiedzić jakiś świąteczny jarmark w tym roku?