Dzisiaj pierwszy post z mojego nowego działu o podróżach moich przyjaciół. Tak to już bywa, że za kompanów życia wybieramy ludzi o podobnych zainteresowaniach i pasjach, którzy dzielą z nami gust do miejsc i pasję do odkrywania. I od teraz raz na czas takie relacje z podroży moich przyjaciół i znajomych będziecie mogli przeczytać na travelicious. Co fajne, planuję publikować wpisy o wyjazdach przystępnych i krótkich, ale w miejsca niezwykłe. Z konkretnymi namiarami na hotel oraz dojazd. Będzie naprawdę fajnie.  Asia i Karol to obłędna para, obydwoje związani z reklamą, Asia jest copywriterem a Karol reżyserem. Dlatego mam nadzieję, że uda mi się Karola namówić na publikacje jednego z jego niesamowitych filmów, które kręci podczas każdej podróży (jeśli tak, to będzie to Azja, stay tuned!)

Jak to było z tą Gardą? Po prostu pewnego sierpniowego dnia kupili mega tanie bilety do Bergamo i spędzili kilka wrześniowych dni w przepięknym miejscu we Włoszech. Lago di Garda to jedna z moich ulubionych włoskich destynacji, jedno z miejsc w których spędziliśmy podróż poślubną, ale niestety zabraliśmy ze sobą tylko telefony więc sami żadnych zdjęć nie posiadamy. Taką podróż możecie zorganizować sobie i wy korzystając z podpowiedzi Asi i Karola. Zapraszam.

2B5EB168-AFC6-4CE6-9130-79FD2C52CDAE 4BAB79B2-3848-4DCF-BCC3-6D403C8AD3E1

Gdzie i ile dni byliście?

Byliśmy nad jeziorem Garda – spaliśmy w Saló, które było fantastycznym miejscem wypadowym do innych miasteczek wokół jeziora. Spędziliśmy tam 5 dni, co najmniej o 500 za mało.

Jak tam dotarliście?

Samolotem z Warszawy do Bergamo. Stamtąd wypożyczyliśmy Fiata 500 (oczywiście, że tak!). Podróż z lotniska nad Gardę zajęła nam około półtorej godziny.

Jaki wybraliście nocleg?

Przeszukałam całe airbnb.pl i niestety w tym okresie nie było super ciekawych mieszkań (większość oddalona od głównych miast). Za to na booking.com znalazłam super hotelik, który mogę polecić z czystym sercem Aromi Piccolo Hotel – pyszne śniadania  i niecałe 3 minuty do promenady, knajp i Starego Miasta.

EA05F7DA-34DC-472C-B1C0-67F5206A0767 IMG_5675

3 najpiękniejsze miejsca z wyjazdu?

Riva del Garda – to nasz absolutny hit. Miasto na północnym krańcu Gardy, gdzie góry wpadają do jeziora i ma się uczucie, że jest się na innej planecie. Nigdy nie byłam w piękniejszym miejscu. Przysięgam. Znajdziecie tam wszystko, co do szczęścia jest potrzebne – pyszne knajpy z musującym prosecco, lody i bardzo zadbaną plaże z trasą rowerową. Będziecie płakać ze szczęścia, jak ja.

Saló – piękne zadbane miejsce i co ważne, nie tak turystyczne jak Simione, czy Limone. Wspaniała architektura, ciasne uliczki, kwiaty na parapetach, coś pięknego. Dodatkowo od piątku do niedzieli nad promenadą rozkłada się targ różności – trochę turystyczny, ale bardziej lokalny, bo sprzedają przede wszystkim kwiaty i zioła w donicach. Taka Mirowska, ale na bogato.

Trasa nad Gardą – może to dziwne, ale wierzcie mi na słowo – jest bajkowo. Droga jest wąska, nie można na niej wyprzedzać i czasami zdarzają się korki, ale to są korki, na które narzekać nie będziecie. Bo widok jest wart każdego odstanego metra. Wiem, że się powtarzam  z tymi landszaftami, ale na Boga! Trasa biegnie tuż nad jeziorem, przejeżdża się przez tunele wydrążone w skałach i widzi się łódki, kitesurferów, góry.

BE4EC240-2B8B-4942-87D1-0A82A71EB386 IMG_5711

Ulubione restauracje?

SALO:
Bar Italia – nie restauracja, a bar położony tuż przy promenadzie. Podają tam najpyszniejsze Bellini, jakie piłam. Do każdego zamówienia dają czekadełko – marynowane papryczki i cebulki, zielone oliwki i oczywiście chipsy (włosi mają chyba jakąś słabość do nich)

Mokai Beach Bar – też bar położony po drugiej stronie na uboczu miasta. Dojdzie się tam promenadą. Mają co prawda plastikowe krzesełka i stoliczki, ale widok wynagradza absolutnie wszystko – całe Salo widoczne jak na dłoni. Drinki leją baaardzo hojnie. To dzięki Mokai przeprosiłam się z Aperolem.
RIVA del GARDA:
Leon d’Oro – typowa włoska knajpa. Ravioli nadziewane dynią z masłem szałwiowym było tak pyszne, że zaczęłam się uśmiechać do innych ludzi, a nigdy tego nie robię. I regret nothing.
LAZISE:
Classique – niech Was nazwa nie zmyli, to nie jest kolejna knajpka z sztandarowym makaronem z sosem pomidorowym. Dania tylko z pozoru wyglądają klasycznie, bo każde ma swój własny wyjątkowy sznyt. Całość uzupełniał piękny taras z roślinami i Garda na wyciągnięcie rączki.

 

PESCHIERA del GARDA

Vecchio Mulino Beach – knajpa nad jeziorem, koło campingu, którą stworzył geniusz. Wszystko jest tam dopracowane do najmniejszego szczegółu. Mega hot kelnerzy, super drinki i przefantastyczne jedzenie. Takie z kategorii wow i to najwyższych lotów. Tatar z ricottą, nadziewany kalmar z puree z dyni… tam nie ma przypadku. A z brownie z marakują mogłabym mieć dziecko.

792DFF72-EF46-4BF4-A870-C6ADD1FB8983 26D64AC6-7C4F-4321-9AE8-AEC8FDE7C8DC 69E0394F-D55A-4256-A473-F55C250B5C7F 934C35AC-F890-46F1-B8AE-87BCD51E1F30

Dziękuje kochani za podzielenie się swoimi wrażeniami <3