Jeśli miałabym wymienić jeden kosmetyk, który zawsze znajduję się w mojej kosmetyczce podróżnej, to byłoby to serum Resibo o którym w Internecie krążą już legendy. I tak, to wszystko prawda! To całkowicie naturalny produkt oparty na olejach i wyciągach z roślin, które rozświetlają, napinają i wygładzają skórę.

Stoechiol, czyli ekstrakt z lawendy motylej, działa już po 24 godzinach jak naturalny botoks – zmniejsza napięcie mięśniowe, przeciwdziała zmarszczkom mimicznym i wygładza skórę, pobudza wydzielanie beta-endorfin w skórze, rozluźniając ją i zmniejszając zmarszczki. Dzięki Lakesis – ekstraktowi z „łez” drzewa pistacia lentiscus, który pobudza produkcję tzw. białka młodości – skóra odzyskuje gęstość i wygląda na pełniejszą oraz bardziej jędrną. Moja kosmetyczka zazwyczaj jest bardzo mała, ponieważ połowę mojej walizki (a czasem i więcej zajmują rzeczy synka). Nie mogę pozwolić sobie na pakowanie 5 kremów i 3 olejków, zabieram jedno serum i stosuje go zarówno rano jak i wieczorem

I jestem zachwycona efektami, które pojawiły się już po 3 dniach stosowania. Skóra jest napięta i rozświetlona, ma naturalną witalność. Warto wypróbować to małe cudo, bo cena jest bardzo atrakcyjna. Ja zamówiłam już kilka opakowań i namówiłam kilka koleżanek. I każda jest zachwycona! Nie wiem jak oni to zrobili ale to mega działa. Post nie jest sponsorowany i jest to moja własna opinia, a takie posty o ulubionych kosmetykach będą pojawiały się częściej. 

SERUM do nabycia TUTAJ

IMG_3029

IMG_6263