Karmienie Teo w podróży to jeden z tych tematów o którym mogłabym napisać kilka postów. Nie wiem jak Wy, ale ja rozszerzania diety nie wspominam z jakąś ogromną radością. Chciałam, aby moje dziecko jadło zdrowo, ale dokładało mi to górę obowiązków. A jak zdrowe żywienie pogodzić z tyloma podróżami? Nie w każdym hotelu jest kuchnia do dyspozycji, nie zawsze w podróży można przyrządzić ciepły posiłek. Nie ma często zmywarki, łatwego dostępu do wszystkiego, nie mamy nieograniczonego bagażu, ani zawsze tych samych produktów w lodówce. Więc jak to było, że nie zwariowałam? Otóż bywało różnie, ale ostatecznie wyszliśmy obronną ręką. Ten wpis stworzyłam we współpracy ze sklepem z akcesoriami dla dzieci ABEBE.pl, w którym dostaniecie wszystkie produkty, które stosowałam w całej mojej przygodzie z rozszerzaniem diety synka. Sklep stawia na jakościowe, wyselekcjonowane i bezpieczne dla maluchów rzeczy.

IMG_2348IMG_2384

Postanowiłam, że Teo będzie jadł według metody BLW bo uznałam ją za łatwiejszą w podróżniczym stylu życia i bardziej przyszłościową. I tak właśnie było. Początkowo przygotowywałam mu warzywa na parze, które samodzielnie jadł w całości. Następnie doszły ryby i mięso. Potem wszystko co jemy my. W restauracji zamawiamy mu normalne posiłki, które sam potrafi zjeść. Oczywiście zdarza mi się podać mu słoiczek, szczególnie w samolocie, kiedy trudno mi jest wnieść na pokład normalny obiadek. Nie jestem ultrasem w żadnej dziedzinie, zawsze kieruję się zdrowym rozsądkiem i naszą wygodą. We wstępnie jeszcze zaznaczę, że ja nie mam zazwyczaj żadnych oczekiwań wobec restauracji czy hotelu. Nie nastawiam się, że wszędzie będą foteliki i przewijaki. Dlatego mój synek często je po prostu w wózku dostawionym do stołu. Odwiedzamy zarówno małe mieściny jak i duże miasta i staramy się być samowystarczalni, bo strasznie ograniczałoby nas nastawienie, że każdą rzecz dla dziecka ma zapewnić restauracja. I z takiej perspektywy ludzi, którzy podróżują non stop i w bardzo różne miejsca powstał ten tekst.

KARMIENIE W PODRÓŻY

Dziecko od 6 miesięca do 1,5 roczku

Początek to etap wprowadzania pierwszych posiłków, poznawania nowych smaków i nauki samodzielnego jedzenia. Jeśli dziecko je słoiczki, to po prostu wystarczy je przygrzać w ciepłej wodzie lub poprosić o to kelnerkę, mieć zawsze przy sobie śliniak i łyżeczkę. Z BLW jest troszkę trudniej, bo dziecko jedząc brudzi wszystko naokoło, a warzywa muszą być specjalnie przygotowane. Ale z mojej perspektywy da się i przede wszystkim naprawdę warto.

W podróż zawsze zabierałam Babycook Beaba bo dzięki temu nawet w pokoju hotelowym bez kuchni (a w takich bywaliśmy) mogłam przyrządzić warzywa na parze z mięsem w 15 minut. Babycook jeździł też z nami za granicę. Stosunkowo ten najmniejszy model nie zajmuję dużo miejsca, a korzyści są ogromne. Bo posiłek jest zdrowy i wartościowy.

IMG_2403

IMG_9421

Jeśli planowaliśmy wyjścia to posiłki dla dziecka pakowałam w pojemniki. Rewelacyjne są te ze SKIP HOP. To taka nowoczesna menaszka. Górna część może być pojemniczkiem na mleko modyfikowane bo ma dozownik. Jeśli akurat wybieraliśmy się do restauracji to nie pakowałam jedzenia, ale zamawiałam dla Teo warzywa na parze bez przypraw, albo bułeczke i sobie z nami dziubał. Zabierałam też śliniak. Nie lubię śliniaków materiałowych, zostaje na nich jedzenie, trzeba je ciągle prać. Znacznie lepsze są te gumowe i plastikowe z rynienką. Po użyciu wystarczy je przepłukać i wytrzeć i są gotowe do ponownego użycia.
IMG_2394

IMG_2393

A jak z krzesełkami do karmienia? Najczęściej korzystaliśmy z krzesełek do karmienia dostępnych w hotelach, albo synek jadł w swoim wózku. Korzystałam też ze składanego krzesełka Chicco Pocket Snack, jest naprawdę świetne. Na rynku dostępne są też takie pakowane w małą walizeczkę. Początek przygody z BLW to etap wielkiego bałaganu po posiłku. Można sobie poradzić stosując specjalne nowe maty do jedzenia Tidy Top, nie było ich jeszcze jak Teo był mały, więc nie sprawdzałam ich. Ale wydają się bardzo sprytne. My jednak uczyliśmy synka, żeby jadł trafiając do buzi, bo wiedzieliśmy, że czeka nas sporo restauracji hotelowych w życiu. Ratował nas żelazny zapas mokrych chusteczek, którymi sprzątaliśmy po posiłkach. Jakoś nie ufam czystości krzesełek do karmienia w knajpkach więc na blat kładę matę EZPZ jest naprawdę super w podróży (szczególnie ta mniejsza). Przykleja się do powierzchni i staje się nieruchomym talerzykiem dla dziecka. Teo nauczył się ją podważać palcem i ściągać, ale mimo wszystko to lepsze rozwiązanie niż klasyczny talerzyk, który po 2 sekundach lądował na podłodze.

A jak z piciem? Jeśli chodzi o mleko to kiedy przeszliśmy na modyfikowane, to porcję nosiłam w takim pojemniku. Miałam inne, tańsze zamienniki i pokarm wysypywał się z nich, były nieszczelne. Więc zostałam przy tym. Oprócz tego ciepła woda w termosie i butelka na mleko. Zależało mi aby Teo pił zwykłą wodę, ale nie chciałam ciągle nosić tych wszystkich zbędnych pojemników niekapków i innych bibelotów. Naprawdę to się tak wydaje, że to jeden kubeczek, ale nasz bagaż jest zawsze spakowany na styk. Więc uczyłam Teo pić przez rurkę, dzięki temu noszę w torbie po prostu kilka sztuk plastikowych rurek i kiedy jesteśmy na mieście kupuję wodę mineralną. Dostępną w każdym mieście w każdym państwie świata. Teo picie przez rurkę załapał jak miał 10 miesięcy.

Po skończeniu roczku synek zaczął zabierać nam sztućce, więc uznaliśmy, że to czas na wprowadzenie jego własnych. Przerobiłam kilkanaście zgubionych lub zostawionych po hotelach zestawów. I najlepiej sprawdziły się sztućce ze SKIP HOP. Mają prawdziwe i metalowe końcówki, więc przypominają sztućce rodziców. Są grube i łatwo dziecku utrzymać je w rączce. A widelec bez problemu nabija warzywa i owoce na końcówki. No lubię je.

IMG_2339IMG_2350

Od niedawna zabieramy ze sobą również miseczkę, talerzyk i kubeczek, bo z ulgą stwierdziłam, że synek przestał rzucać zastawą na lewo i prawo i wie, że lepiej po prostu z niej zjeść wszystkie pyszności. Wybrałam taką bambusową, która jest naturalna i ekologiczna. Przy tym bardzo piękna i można ją myć w zmywarce.

Ciekawa jestem co przyniosą dalsze etapy nauki samodzielnego jedzenia, ale na dzień dzisiejszy nasz synek je wszystko z nami. Włącznie z daniami w restauracji. Uwielbia sushi, które pakuje do buźki w całości, je ośmiornice, krewetki, warzywa i owoce. Więc warto było się napracować nad nauką jedzenia BLW bo teraz nie muszę na nasze wyjścia zabierać prawie nic, bo spokojnie jedzenie dostaniemy zawsze w restauracji czy sklepie spożywczym.

 

TOP 6 produktów do karmienia dziecka w podróży

Mata EZPZ

Bardzo fajna rzecz. Mata jest silikonowa i przykleja się do powierzchni stołu, a dziecko nie jest w stanie jej odkleić i wyrzucić posiłku. Oczywiście po czasie odkrywa że wystarczy wsadzić tam paluszek, ale i tak to rozwiązanie o niebo lepsze niż talerzyki, które na początku latają jak szalone. W podróży najlepiej sprawdzają się małe maty, gdyż pasują na tackę w fotelikach do karmienia i zajmują mniej miejsca niż te duże.

IMG_2348IMG_2353

Zestaw talerz, miseczka, kubek z bambusa Pure Kids

Ten zestaw jest świetny. Produkty są lekkie, piękne i wykonane z bambusa przez co bezpieczne i zdrowe dla dziecka. Można je myć w zmywarce.

IMG_2657 IMG_2656

Babycook Beaba

Ten robot uratował mnie na początku przygody z rozszerzaniem diety, kiedy jeździliśmy sporo do hoteli gdzie nie było dostępu do kuchni i restauracji. Nie trzeba mieć nic oprócz produktów, noża i talerza. Zajmuje stosunkowo niewiele miejsca w bagażu. Dzięki Babycook Teo próbował niedostępnych w Polsce owoców i warzyw podczas wizyty w Hiszpanii. Można w nim przygotować również papki, albo zupy i warzywa dla rodziców. Świetna rzecz. Wiem, że droga, ale naprawdę warto.

IMG_9728 copy

Sztućce SKIP HOP

Piękne sztućce które przypominają te dorosłe, a są wygodne dla maluszka.

IMG_2662

Śliniaki gumowe i plastikowe

Po krótkiej przygodzie z materiałowymi śliniakami, nigdy do nich nie wrócę. Mam wrażenie, że są niehigieniczne. Te gumowe i plastikowe po użyciu wystarczy umyć i wysuszyć. Gumowe dodatkowo zwijają się w rulon i zajmują mało miejsca w torbie.

IMG_2658

Pojemniki na żywność SKIP HOP

Uwiebiam je, bo mają piękny design, zajmują mało miejsca, a są pojemne. Inne pojemniki które stosowałam były bardzo małe. Te zmieszczą osobną zapakowaną zupę, przekąski, obiadek, a na górze można wsypać mleko modyfikowane, bo załączony jest dozownik.

IMG_2654

A jakie są Wasze patenty na karmienie maluszka w podróży? Jestem bardzo ciekawa 🙂