Na początku lipca obchodziłam 5 rocznice blogowania. Oczywiście zapomniałam o tym i zorientowałam się po kilku dniach. Nie przywiązuję wagi do takich wydarzeń, staram się robić swoje jak najlepiej, a czas leci. Jednak pod wpływem kilku wydarzeń naszły mnie refleksje na temat tego czasu. Czy coś zrobiłabym inaczej, lepiej. Czy mogłabym uniknąć jakiś nieprzyjemnych wydarzeń? Stresów? Zebrałam swoje przemyślenia, rady w tym poście. W tym miesiącu statystyki pokazały, ze miesięcznie czyta travelicious 150 tysięcy osób, a rocznie jest to aż 1,5 miliona osób. Jestem z tego faktu ogromnie dumna, gdyż nigdy nie starałam się pisać dla wszystkich, wiem, że poruszam tematy które trafiają do pewnej grupy osób, ale do innych w ogóle. Bardzo bardzo się cieszę, że tu jesteście i wracacie:) Może akurat też tworzycie w sieci i przyda się Wam ten tekst. Nie zrobi on z Was blogowych wymiataczy, gdyż ja niestety nie znam złotych trików jak w miesiąc stać się wziętym influencerem, wierzę w ciężką pracę, autentyczność i pasję. I jeśli dzielicie ze mną te wartości to zapraszam.

PS: mam nadzieję, że nie uderzy Was pompatyczność niektórych stwierdzeń, ale jakoś tak mnie naszło na takie szczere wyznania i poważniejszy ton:)

056A6520

ŁATWE MNIE NIE INTERESUJE

Usłyszałam to powiedzenie jako dziecko i tak już ze mną zostało:) Jeśli zaczynasz pisać bloga to pisz o tym, o czym jeszcze nikt nie napisał. Nie staraj się dopasować do innych, nie naśladuj, nie wtapiaj się w tłum, nie szukaj oczywistych i łatwych rozwiązań. Wyróżnij się. Kiedy ja zaczynałam, większość blogów podróżniczych była o tanim podróżowaniu, a ja podróżowałam inaczej, gdzieś pośrodku. Nie chodziło o kasę, ale o styl, o miejsca, o nieodkryte. I znalazłam swoją grupę czytelników, którą uwielbiam. Pisanie z nietypowej, nowej perspektywy, wyszukanie swojej niszy ma też ten plus, że zazwyczaj dość szybko znajduje się zaangażowana grupa czytelników. Która jeśli poleca Cię swoim znajomym , to szybko się powiększa. Oczywiście to nie jest łatwa droga, bo trzeba być kreatywnym, zdeterminowanym i konsekwentnym, ale taki wybór raczej zawsze popłaca. Bo nie stoi za nim łut szczęścia tylko praca:) Często spotykam się ze sformułowaniem, ze w Internecie wszystko już było. Nie zgodzę się z tym. To kwestia kreatywności i uważam, że jest jeszcze sporo miejsca dla internetowych twórców. Nauczyła mnie tego kreatywna praca w reklamie, często tylko nam się wydawało, że nie da się wymyślić rozwiązania w danym budżecie i w określonych ramach:) tylko wydawało:) Więc jeśli macie oryginalny pomysł, go for it!

 

OD POCZĄTKU NA 100%

Jakościowe teksty, piękne zdjęcia, super profesjonalny szablon, dobrze postawiony blog, serwery i tak dalej. Od pierwszego dnia. Jeśli Twój blog od razu będzie wyglądał profesjonalnie, czytelnicy to docenią. A Ty będziesz mieć motywacje, aby pisać regularnie i ciekawie. Postawienie bloga nie jest trudne, dlatego niech ten etap Was nie zniechęca. Ja wszystko zrobiłam sama, a nie miałam o tym pojęcia. Google potrafi być bardzo pomocny:)

 

CIEKAWIE I JAKOŚCIOWO

Od początku moją ogromną ambicją było, aby mojemu blogowi było bliżej do magazynu niż typowego bloga. Bardzo przykładałam się do tekstów, wszystkie informacje sprawdzałam po kilka razy. Unikałam pisania o moich odczuciach, bo nie chciałam, aby moje miejsce w sieci było odbierane jak pamiętnik, ale wartościowy poradnik i zbiór mojej wiedzy, którą chcę się podzielić. Sprawdzajcie wszystkie informacje kilka razy, unikajcie błędów merytorycznych, piszcie o rzeczach ciekawych i przydatnych. I o tym na czym się znacie! Serio:) I nie dość, że czytelnicy to zawsze docenią to będziecie dumni ze swojej pracy. Do tego jakościowe posty bronią się tym, że czytelnicy latami do nich wracają. Ja mam na blogu treści, które mają nawet po 200 tys UU i ciągle są popularne, nawet od 4 lat.

 

O BYCIU SOBĄ

Nie kreuj siebie w sieci, bądź sobą. Po pierwsze to zawsze wyjdzie prędzej czy później. Po drugie autentyczność jest fajna, bo zazwyczaj czytają Cię tacy ludzie jak Ty i przyjemnie jest potem ich poznawać w sieci i odkrywać jak wiele Was łączy. Po trzecie jeśli jest się autentycznym to można pisać na wiele tematów, dotykać wielu dziedzin i  blog nadal będzie spójny bo pasje przenikają się i łączą. Jeśli tworzy się pod trendy, pod mody, pod kliki, pod udostępnienia, to bardzo łatwo i szybko można się zatracić gubiąc po drodze jakość i siebie.

 

PISZ JAK DLA NAJLEPSZYCH PRZYJACIÓŁ

To była geneza mojego bloga. Przyjaciele pytali mnie o nasze podróże i ja zamiast ciągle wysyłać maile z listami miejsc, zaczęłam spisywać je w sieci. Moją grupą docelową byli moi najbliżsi. Ale oni podsyłali bloga swoim najbliższym, tamci swoim i po 2 miesiącach od założenia travelicious już czytało mnie 25 tysięcy UU miesięcznie. A wszyscy byli w dużej mierze przyjaciółmi moich przyjaciół. I tak do dzisiaj staram się do tego podchodzić. Daję rady takie jakie dałabym znajomym wybierającym się w podróż, polecam rzeczy które kupuję i które chciałabym, żeby kupiła moja znajoma, Największym plusem takiego postępowania jest to, że moi czytelnicy są zazwyczaj grupą ludzi bardzo podobną do mnie. Mamy wspólne pasje, ubieramy się w podobnych sklepach, chodzimy w podobne miejsca, a nawet często dzielimy masę znajomych na Facebooku. To jest mój ogromny kapitał i bardzo to szanuje. Dlatego nigdy nie będę pisała dla wszystkich i o wszystkim, bo się na tym nie znam. Dotykam tylko tematów, które faktycznie są częścią mojego życia.

 

REGULARNOŚĆ

Na początku warto publikować bardzo regularnie, najlepiej codziennie. Ja tworzyłam w ten sposób przez prawie rok i muszę powiedzieć, że to wspaniale buduje grupę odbiorców. Z czasem nie miałam tyle czasu, bo doszły inne obowiązki, ale idealnie jest publikować na blogu przynajmniej 2 razy w tygodniu, a na IG i FB codziennie.

 

PASJA

Nigdy nie traktowałam prowadzenia bloga jako pracy. Zawsze myślę o tym jak o pasji. Kocham robić zdjęcia, edytować je, kocham podróżować, pisać i planować podróże. Uwielbiam wyszukiwać hotele i ciekawe miejsca. I robiłam to zanim bloga nie miałam. I chciałabym to robić już zawsze, bez względu na to czy ktoś mi za to płaci czy nie. I takiej pasji do tego co robicie Wam życzę, bo wtedy choćby nie wiem co tworzycie z przyjemnością. Nie dlatego, że trzeba, że tak jest modnie. Nie dlatego, że coś się klika, ale dlatego, że kochacie to robić. Moj blog po 3 latach blogowania czytało 60 tysięcy UU miesięcznie. A ja nie zarobiłam wtedy na nim jeszcze ani złotówki. A mimo to prowadziłam bloga codziennie, po 8 godzin dziennie, często łącząc to z projektami zawodowymi, wychowywaniem synka i innymi obowiązkami. Bo to zawsze była dla mnie przyjemność.

 

NIE MOŻNA CHCIEĆ ZA BARDZO

Wiem, że w dzisiejszych czasach wszystkim wydaje się, ze mogą osiągnąć sukces w sieci. I pewnie tak jest. Ale mnie na przykład proszenie o lajki, o follow, o czytelników, żebranie o zainteresowanie zniechęca. Sama nigdy tego nie robiłam, bo kompletnie bym się w takiej postawie nie odnalazła. Uważam, że kiedy chce się za bardzo można się w tym zatracić i przegapić moment w którym warto odpuścić. Jakość, pasja, konsekwencja nie potrzebują proszenia o zainteresowanie, bo obronią się same. Dlatego dajcie sobie czas próbny na działania w necie, jeśli przynoszą one po określonym czasie rezultaty których oczekiwaliście róbcie to dalej, jeśli tylko się spalacie odpuście. Można robić w życiu mnóstwo fajnych rzeczy. Wcale nie uważam, że działania w sieci są to najlepszą z możliwości.

 

SOCIAL MEDIA

Warto prowadzić konto zarówno na Instagramie jak i na Facebooku. W ten sposób można udostępniać treści, dotrzeć do szerszego grona odbiorców, ale też pokazać się z innej strony niż na blogu. Bardzo wiele blogerek zyskało w moich oczach odkąd obserwuje je na Instagramie. Stoires są takim zwierciadłem osobowości. Ja prowadzenia social mediów bardzo nie lubię przyznam szczerze. Mam ogromną awersję do Instagrama i gdyby nie to, że trafiam tam do bardzo ciekawych osób, które cenie i podziwiam to spaliłabym ten profil:) Facebook jest świetnym narzędziem generującym ruch na bloga, u mnie większość ruchu na stronie pochodzi z wyszukiwarki i właśnie z Facebooka. Nie robię nic, aby w wyszukiwarce lepiej się pozycjonować, dzieję się to samo. Nawet ostatnio żartowałam z koleżanką, że nie wiem co to są “słowa kluczowe”. I nie jest to infantylność, ani ignorancja. Bloga prowadzę samodzielnie, od A do Z i po prostu nie mam fizycznie czasu w ciągu doby, aby zajmować się SEO. A mimo wszystko się udaję, jakoś tam teksty i przewodniki bronią się same w Googlu. Fajnie. Oczywiście ktoś może napisać, że gdybym to robiła miałabym większy ruch, więcej czegoś tam. Ale ja jestem bardzo zadowolona ze status quo, nie mam parcia na powiększanie grupy czytelników, mam sympatycznie mało hejterów, nikt się mną nie interesuję, jeśli mam kontakt z czytelnikami to zazwyczaj są to super ludzie. Po co to psuć:)

 

TA ZABAWA JEST CZASOCHŁONNA

Wiem, ze wszyscy myślą, że bloger siedzi cały dzień na Placu Zbawiciela pijąc wino, a magia się dzieje sama. Może i tak ktoś ma:) Ja Wam powiem, że to masa pracy. Jeśli chce się trzymać magazynowy poziom, a wszystko prowadzi się samodzielnie, to pracuję się non stop, również w weekendy. Ja nie narzekam, bo jest to coś co sprawia mi ogromną przyjemność. Ale jak w każdej dziedzinie, nie ma magii, za każdym sukcesem stoi zazwyczaj pot, łzy i godziny przed kompem. Planowanie podróży, przygotowanie zdjęć, obróbka, pisanie postów na bloga, podlinkowanie materiałów, sprawdzenie tekstu od strony merytorycznej. To wiadomo. Ale czy na przykład wiecie, że codzienne odpisanie na wiadomości prywatne na IG czy na maile od czytelników to około 3 godziny. A to tylko wierzchołek góry lodowej. Zresztą kiedyś koleżanka pracująca w gazecie, która przez moment prowadziła bloga powiedziała mi, że nabrała ogromnego szacunku do tej roboty, bo to jest kawał pracy do wykonania. Często w pojedynkę. Dlatego jeśli chcecie to robić, musicie mieć dużo cierpliwości, dużo czasu i dużo motywacji.

 

PISZ NA ZAPAS

Na początku blogowania miałam masę energii, zapału, pomysłów. Kiedy przychodziły kryzysy frustrowałam się. Błąd. Z czasem zrozumiałam, że taka praca ma sinusoidy. Kiedy masz górkę pisz jak najwięcej, nawet na zapas, opublikujesz te posty, kiedy będziesz potrzebować twórczego oddechu. Kiedy głowę wypełniają pomysły zapisuj je, twórz listy, zaczynaj nowe posty. Uwierz mi, że to wszystko przyda Ci się w gorszych tygodniach pracy.

 

OPTYMIZM

Optymiści, osoby pozytywne i pogodne częściej osiągają sukces. Generalnie, nie tylko w sieci. Patrzą w jasnych barwach na swoje doświadczenia, nie zniechęcają się, wierzą w siebie. I taką postawę warto mieć również przy działaniach online. Musisz wierzyć, ze wszystko jest możliwe. Bo przecież jest. Kiedy poznaję osoby działające w sieci z ogromnymi sukcesami to zawsze są to dziewczyny pełne pasji, radosne i takie którym  robota pali się w rękach.

 

MILCZENIE JEST ZŁOTEM

Nie dyskutuję z hejterami. Kiedyś to robiłam, ale nauczyłam się, że to tylko ich napędza, a ja stresuję się każdą odpowiedzią. Mój blog nie jest dla wszystkich i nigdy nie będzie. Nie chcesz, nie musisz mnie czytać, bez żalu. Ja też nie czytam wszystkiego w sieci. Do tego zrozumiałam z czasem, że to mój kawałek Internetu i ja ustalam zasady. Nie muszę się tłumaczyć z tego, że nie chcę aby ktoś hejtersko krytykował moje działania. Co więcej zrozumiałam, że to ja decyduję czym jest dla mnie hejtowanie. I odtąd mi dużo lepiej, bo znacznie mniej się stresuję. Polecam, to chyba najważniejsza rada jaką chciałabym usłyszeć na początku blogowania.

 

INSPIRUJ SIĘ WSZYSTKIM TYLKO NIE INTERNETEM

Czytaj książki, podróżuj, rozmawiaj z ludźmi przy winie, chodź na wystawy, odwiedzaj muzea, zagaduj kwiaciarki na Targu. Inspiruj się całym światem dookoła, chłoń wszystko na maksa. Wtedy kreatywność bardzo wzrasta i można faktycznie wymyślać nowe podejścia i tematy, a nie kopiować i odwzorowywać. Internet też jest wspaniałym miejscem, o ile nie ograniczasz się do wybiórczych treści. Wbrew pozorom Instagram czy Pinterest to bardzo jednorodne i mainstreamowe źródła inspiracji i warto wyjść poza nie. There is so much more out there:)

 

WYMYŚL NAZWĘ BLOGA, KTÓRA NIE ZNUDZI CI SIĘ PO ROKU

Pamiętam jak pijać kawę w Fajnym Miejscu na Warmii wymyśliłam Travelicious i nazwę. Do dzisiaj żałuję tego, że to nie było coś prostszego, co łatwiej wymówić i co bardziej do mnie pasuję. Ale wtedy do głowy mi nie przyszło, że ktoś tu będzie zaglądał i próbował kaleczyć język wypowiadając to zestawienie słów na kilka sposobów. Trochę tak jak z imieniem dla dziecka, ten temat trzeba dobrze przemyśleć:)

Dużo o mnie, jak nigdy, ale mam nadzieję, że coś tam skorzystacie na moich wypocinach 🙂

 

 

 

 

Nie ma więcej wpisów