Ola zachwycała mnie zdjęciami, które publikuje na Instagramie – link tutaj. Przyjemna kolorystyka różu i turkusu oraz wartościowe opisy. Później obserwowałam jej podróż dookoła świata i urzekło mnie to, że tak młoda dziewczyna tak odważnie przemierza świat. Któregoś pięknego letniego dnia miałam przyjemność poznać Olę osobiście i okazało się, że podróż dookoła świata to tylko wierzchołek góry lodowej jej wyjazdowych przygód. Bora Bora, Afryka, Safari, Australia, Nowa Zelandia, USA, ta dziewczyna może opowiedzieć malowniczą historię z każdego zakątka świata. Do tego jej felietony, sposób patrzenia na świat, skromność, niezwykły sposób przedstawiania codzienności działają na mnie kojąco. Ola tak pięknie odpowiedziała na moje pytania, że wywiad czytałam kilkanaście razy. Znajdziecie w historiach Oli inspiracje podróżnicze z najdalszych miejsc na świecie, najpiękniejsze hotele, najprzyjemniejsze plaże. Mam nadzieję, że umili Wam ten wpis niedzielny deszczowy wieczór, tak jak mi umilał ostatnie dni. 

Jakim typem podróżnika jesteś? Z plecakiem i pod namiotem czy w hotelu?

Kiedy myślę o sobie jako o podróżniku od razu przychodzi mi na myśl jedno zdanie: another Summer, another Story.

Każde miejsce to zupełnie inna historia i nowy rozdział w moim podróżniczym pamiętniku. Mam w nim zapiski o podróży kamperem przez Nową Zelandię, ale także o upalnych nocach w domku na drzewie zawieszonym nad oceanem na skraju jamajskiej dżungli. Mam też kilka takich, w których główną rolę odgrywają: my z grupą znajomych, namiot rozbity na stepach w afrykańskiej wiosce Masajów oraz stado kóz włamujących się do mojego namiotu o wschodzie słońca. 

Mam tam też rozdział o nocowaniu w domach lokalnych mieszkańców na Kubie (pewnie są to te same strony pamiętnika co te delikatnie sklejone brązowym cukrem z Mojito :)), ale też taki, w którym hotele miały klamki ze złota, kiedy przez kilka miesięcy mieszkałam na Półwyspie Arabskim ubrana od świtu do wieczora w czarne sukienki do ziemi. Albo rozdział z domkami rozkołysanymi przez turkusową wodę na Bora Bora. Albo ten o surferskich spotach w Maroko, obłędnym glampingu w Tulum i bardzo wiele takich, gdzie hotel oznaczał po prostu dobry design. 

Czasami może to być więc namiot, innym razem domek na drzewie, surferski spot albo butikowy hotelik z klimatem, czy luksusowy hotel z willami na oceanie z basenem infinity. To wszystko zależy od destynacji – jak dane miejsce smakuje najlepiej. W pięknym otoczeniu i blisko natury mogłabym nocować nawet w bagażniku swojego starego jeepa! :). Często niewiele mi trzeba. Chociaż kalifornijskie wybrzeże pokonane inaczej niż klimatycznym mustangiem bez dachu mogłoby nie smakować tak samo…   

Najbardziej na świecie uwielbiam łączyć te doświadczenia podczas jednej podróży. Z campera w Nowej Zelandii teleportować się prosto do cudownego raju na Polinezji Francuskiej, z nowojorskiego zgiełku wprost do glampingowej oazy w Meksyku. Nazwałabym to chyba… backpackingiem w nowoczesnym wydaniu? 🙂 

Chcę być wszędzie tam, gdzie ciekawi ludzie tworzą ciekawe miejsca dla ludzi ciekawych świata. Gdzie czeka przygoda, emocje i dobry design. Ach, no i pyszne jedzenie!

Jak zaczęło się Twoje podróżowanie? Pamiętasz swoją pierwszą podróż w życiu? 

Pamiętam to bardzo dobrze. Miałam pięć lat. Była to mroźna noc 25 grudnia, kiedy rodzice obudzili mnie tuż po północy, a kilka godzin później po raz pierwszy w życiu zobaczyłam ruchome schody na warszawskim lotnisku. W moim rodzinnym mieście takich wynalazków w tamtym czasie nie było! :)) Jeszcze wtedy nie rozumiałam, że już za kilka chwil pierwszy raz zobaczę cud technologiczny jeszcze bardziej zjawiskowy, niż napędzane mechanicznie metalowe szczebelki rozpędzone pod butami śpieszących się podróżnych. Że już za kilka lotniskowych bramek ogromna skrzydlata maszyna z dwoma rzędami tapicerowanych siedzeń eksmituje mnie wysoko: gdzieś między słońce, chmury, a malejące z każdym kilometrem miasto, stające się powoli kropkami domów i kreskami ulic. 

Data mojej pierwszej podróży jest o tyle szczególna, że kilka godzin wcześniej miała miejsce Wigilia, podczas której pod ubranym w złote łańcuchy zielonym świerkiem, który w tamtych czasach jeszcze pachniał, znalazłam swojego pierwszego walkmana na kasety magnetofonowe. Cały lot samolotem nie wyjmowałam z uszu słuchawek. Rozpędzone chmury za samolotową szybą mijały mi w tempie przewijanych piosenek i jestem bardziej niż pewna, że ta chwila na zawsze sprawiła, że muzyka i podróże to jedne z moich największych namiętności.

Samolot zabrał nas na Wyspy Kanaryjskie. Były tam z nami inne dzieci, palmy i piasek, który miał czarny kolor. Tata pływał na windsurfingu, mama nie odrywała rąk od aparatu na klisze, mój młodszy brat zgubił się w aqua parku, a małpka kapucynka ukradła mi paczkę chipsów. Nie mogło być lepiej. Tata nagrał ten moment starą kamerą ze śnieżącym video.

Preferujesz podróże po Polsce czy zagraniczne?

Zagraniczne, chociaż jestem pewna, że w Polsce jest dużo cudownych miejsc. Mam w tym temacie jednak dużo do nadrobienia. Czuję, że zaniedbałam nasze lokalne rejony w pierwszej kolejności stawiając na największe i najodleglejsze podróżnicze marzenia. Może zabrzmi to śmiesznie w ustach dwudziestoośmio(i pół :))latki, ale mam dużą świadomość kruchości chwil i ogromną potrzebę, aby największych rzeczy w życiu nie zostawiać na deser.

Był taki czas, okres niewłaściwie wybranych kierunków życiowych, w którym w ogóle nie myślałam o sobie. Małe i duże marzenia odkładałam na później. Pochłonięta życiem i problemami innych obserwowałam, jak z każdym rokiem to “później” zamienia się w “kiedyś”, a “kiedyś” w “nigdy”. Na szczęście w odpowiednim momencie zdałam sobie z tego sprawę i “nigdy” zamieniłam na “teraz”. I tak trwam od kilku lat. Póki nasza rodzina liczy trzy osoby (mnie, mojego męża i psa Lucjana :)) mocno stawiam na odwiedzanie jak najdalszych miejsc. Czuję jednak, że przyjdzie w naszym życiu czas by przez chwilę być trochę bliżej. 

Gdzie najdalej leciałaś?

Oj, podróż dookoła świata była dla mnie prawdziwym samolotowym maratonem… Podczas tego wyjazdu lecieliśmy aż siedemnaście razy a raz doświadczyliśmy niesamowitego zjawiska: lecąc z Nowej Zelandii na Tahiti przekroczyliśmy strefy czasowe tak, że zegarki przestawiliśmy o 23 godziny do tyłu, dzięki czemu przeżyliśmy dwa razy ten sam dzień. To było przedziwne uczucie, którego nigdy nie zapomnę.

Masz jakieś sposoby na bardzo długi lot samolotem?

Chociaż na co dzień mocno bujam w obłokach, to nie lubię latania. Latanie jest dla mnie taką rodzynką w serniku (dodawanie suszonych winogron do puszystego twarogowego ciasta powinno być nielegalne! :)). Jest zaciągniętą nitką w ulubionej sukience. Plamą na białej koszuli. Pestką w dżemie wiśniowym, na którą natrafi się przypadkiem. Jest rysą na ulubionej płycie, której mimo zacinania i tak słucha się w samochodzie na zapętleniu. Ale jeśli chcesz poznawać odległe zakątki świata, po prostu musisz latać! Wyróżniłam trzy kategorie sposobów na złagodzenie skutków ubocznych częstych lotów: sposoby dla ciała, dla duszy i sposoby kryzysowe.

Sposoby dla ciała: 

– zestaw przetrwania, czyli zwinięte w rulon legginsy oraz wygodne, składane do małych rozmiarów kapciuszki (zdrobnienie nieprzypadkowe- wygodne kapciuszki mogą być także traktowane jako sposób dla duszy, bo robi nam się w nich jeszcze bardziej leciutko i miękko, kiedy dookoła otaczają nas ludzie uwięzieni w adidasach i trampkach)

– płyn micelarny albo hydrolat w spray’u, maleńki ręcznik i nawilżający krem do twarzy; świetnie sprawdza się też żel z aloesem- najwspanialej chłodzi, koi i relaksuje skórę narażoną na wysuszającą i mrożącą krew w żyłach (a raczej mrożącą bakterie w wywietrznikach :)) klimatyzację; antybakteryjny żel do rąk i chusteczki do ciała

– wygodna poducha, opaska na oczy i zatyczki do uszu (jako awaryjny ratunek przed dźwiękami: chrapania, płaczu i klaskania po wylądowaniu :))

Sposoby dla duszy: 

– ulubione seriale i audiobooki zgrane na tablet albo włączenie trybu offline w telefonie; naładowany power bank, 

– winko na pokładzie 🙂

Sposoby kryzysowe:

Halo, halo, Drogi Czytelniku Travelicious, może zrobić się poważnie! Oto poruszam polski temat tabu! 🙂 Sposobem jest też: zgłoszenie się na terapię behawioralno-poznawczą na kilka miesięcy/tygodni przed podróżą. Serio, serio. Jeśli ktoś ma obawy i dyskomfort związany z lataniem może zgłosić się do specjalisty. Ten rodzaj terapii koncentruje się na konkretnym problemie (jeśli jest to latanie, to terapeuta nie będzie roztrząsał problemów z dzieciństwa ani tego, jak wyglądałoby nasze życie gdybyśmy odnaleźli nagle kopertę wypełnioną pieniędzmi z komunii :)).

To terapia krótkotrwała nastawiona na konkretny cel, jakim w tym przypadku jest poradzenie sobie ze zbliżającym się lotem. Świadoma walka z takim problem nie powinna wzbudzać w nas poczucia wstydu czy wywoływać niezręczność. To oznaka siły i dojrzałości. To też dobry sposób na poznanie i zrozumienie siebie lepiej. Ja sama wybrałam się na taką terapię przed podróżą dookoła świata, aby przygotować się do tak wielu lotów na raz i ciągłych zmian stref czasowych.

Czy udało Ci się być już na wszystkich kontynentach?

Oj nie, nie było mnie w Ameryce Południowej (chociaż byłam blisko – Curaçao jest oddalone od niej jedynie o 60 km; bardzo marzy mi się Peru) i na Antarktydzie – przesadnie o niej nie marzę, ale chętnie poznałabym kilka pingwinów :)).

Jaką podróż wspominasz najlepiej z dotychczasowych? 

Trudno wybrać jedną, wszystkie były tak różne i wyjątkowe (w końcu another Summer, another Story! :)). Ale chyba wybrałabym naszą podróż poślubną, bo była to przygoda, która wiele we mnie zmieniła. Podróż z biletem w jedną stronę na Jamajkę, bez zarezerwowanych hoteli, bez celu, bez oczekiwań i planów… z której spontanicznie wylądowaliśmy jeszcze na Kubie i Curaçao. Pierwsza taka, w której celem nie była destynacja, a podróżowanie samo w sobie.

Początkowo było to dla mnie wyjściem ze strefy komfortu – jak to bez noclegu i planu? Zmiana podejścia i perspektywy uświadomiła mi jednak, że nie wszystko muszę mieć w życiu pod kontrolą. I jednocześnie, że są sprawy, które mieć pod kontrolą powinnam, aby moje życie nie toczyło się gdzieś obok. Wróciłam z myślą, że już nigdy nie wrócę do pracy prawnika. Wiedziałam, że nie chcę dłużej żyć poprawnym życiem wyreżyserowanym przez innych. Nie miałam pojęcia co będę robić. Nie wiedziałam dokąd mnie to zaprowadzi. Jednak głęboko w sercu czułam, że nie jest za późno i jeszcze mogę robić w życiu coś twórczego. Niedługo po powrocie adoptowaliśmy ze schroniska naszego Lucjana (przyjemność porównywalną do podróży, pisania i fotografowania daje mi chyba tylko głaskanie piesków :)), niedługo potem zaczęłam rozmyślać o kolejnej podróży i zdjęciach, które zrobię.

Czy miałaś jakieś wielkie podróżnicze marzenie i udało Ci się je zrealizować?

Bardzo marzyłam o odwiedzeniu kangurów w Australii i poznaniu jakiegoś przystojnego kampera w Nowej Zelandii :). Oraz bardzo nieśmiało o podróży dookoła świata… szczęśliwie udało mi się zrealizować wszystkie te marzenia podczas jednej wyprawy. To było cudowne przeżycie!

Największe podróżnicze rozczarowania?

Może nie rozczarowanie, bo nie oczekiwaliśmy wiele, ale chcieliśmy się przekonać jak to jest… i raz w życiu wybraliśmy się z jeszcze-wtedy-nie-mężem, a nawet jeszcze-wtedy-nie-narzeczonym na All Inclusive w Turcji. Nie pytaj. 🙂

Jakie miejsce najbardziej zainspirowało Cie fotograficznie?

Nowa Zelandia! Najpiękniej! Krajobraz zmieniał się tam dosłownie co chwilę. A podróż awionetką nad Fiordlandem… ach, gdyby tylko ten śmieszny samolocik nie wpadał w tunele powietrza, może miałabym siłę by utrzymać aparat!

Z kim najbardziej lubisz podróżować i dlaczego? Wiem, że podróżujesz najczęściej z mężem, ale też z przyjaciółmi i psem;))))

Faktycznie bardzo lubię podróżować z przyjaciółmi, trochę mniej z psem Lucjanem: uwielbiam go od mokrego nosa aż po tylne łapy i bardzo się staraliśmy zrobić z niego podróżnika… ale on jest raczej pieskiem, który ceni stabilizację. Nie wiem czy to kwestia schroniska, czy emocjonalnego charakteru, ale ten puchaty młodzieniec zdecydowanie woli przeczekać nasze podróże na wygodnej kanapie moich rodziców, zajadając się nielegalnie parówkami i pasztetami, którymi rozpieszcza go pewnie moja mama kiedy nie patrzę. 🙂

Najbardziej lubię podróże z moim mężem. Nie mam jednak na myśli samych romantycznych destynacji, trzymania się za ręce i jedzenia spaghetti z jednego talerza (chociaż to też jest super), ale to, że jesteśmy dla siebie naprawdę dobrymi kumplami. Lubimy ten sam klimat, słuchamy podobnej muzyki, oboje cenimy podróż w rytmie slow. Potrafimy bawić się razem do rana, przegadywać kilka godzin, robić głupoty i wcale się nie nudzić. 

Jak wygląda Twój dzień w podróży? 

To często zależy od wyjazdu:). Ponieważ od kilku lat wyjeżdżamy zwykle na dłużej, to zdarza nam się podczas tych podróży także pracować. Wstajemy więc, jemy pyszne śniadanie, stukamy w klawiatury laptopów siedząc na tarasie w jakimś pięknym miejscu i pracujemy do umówionej godziny. Później mamy czas na to, aby cieszyć się danym miejscem. Często wynajmujemy skuter i jeżdżąc, poznajemy okolicę. Jemy w lokalnych, pysznych knajpach, odwiedzamy lokacje, które zaplanowaliśmy na dany dzień (ale bez spiny). Gubimy się w uliczkach. Poznajemy ludzi. Czasem mamy ochotę na chill, czasem na bardziej aktywne spędzanie czasu, nie mamy jednak sztywnego planu. W międzyczasie robimy też zdjęcia, które później zamieszczam na moim instagramie i blogu. Są one jednak jedynie dodatkiem do przeżywanych przez nas momentów, a nie celem samym w sobie. 

Wolisz wyjazdy, na których planujesz i odpoczywasz czy raczej ostre zwiedzanie?

Hm, nie szaleję ani w jedną, ani w drugą stronę. Najbardziej lubię zostać w danym miejscu dłużej i żyć jak lokalni mieszkańcy. Poznać knajpy i miejsca, które lubią. Podsłuchać co ich cieszy, a co martwi. Po raz kolejny być zaskoczoną, że polityka – chociaż inna – w każdym kraju porusza tak samo; upewnić się, że wszędzie na świecie bawią te same żarty. Poczuć w zmęczonych nogach dlaczego tańczy się “tu” do rana i zobaczyć, o której wschodzi “tu” słońce. I zapamiętać ten widok. Zgubić się w obcym mieście. I zapytać przechodnia o drogę. Nie rozumieć języka. I wyobrażać sobie, co mówią do siebie ludzie hieroglifami słów przy stoliku obok. Na chwilę się czasem zapomnieć. Kolejny raz przeżyć w życiu coś po raz pierwszy.

Czy lubię plażować? Uwielbiam chodzić boso wzdłuż morza. Patrzeć na rozbijające się fale. Wzruszam się, kiedy po raz pierwszy od dawna pod stopami czuję ziarenka ciepłego piasku. Jednak obserwowanie spod parasola, i z perspektywy opalanych w słońcu nóg przypominających parówki nadpływającej wody, nie jest dla mnie. No, może od czasu do czasu z jakąś miłą playlistą w słuchawkach… 🙂 

Czy lubię ostre zwiedzanie? Lubię podróże w wydaniu slow. Są miejsca, które chcę zobaczyć, ale nie jestem jedną z tych dziewczyn z zegarkiem na nadgarstku. Czasem żałuję, że nie mam notesu pełnego rozpisek co, gdzie i kiedy. Zabrzmi to może głupio, ale ja po prostu lubię być, poznawać i przeżywać. 

Co zawsze przywozisz z podróży?

Setki zdjęć, nieprawdopodobnych historii i zawsze jakąś nową wiedzę o sobie samej. Kocham przywozić też lokalną biżuterię, uwielbiam bransoletki. Ostatnio z Tulum wróciłam z piękną sukienką handmade, o której opowiadałam na Story.  

Mój mąż natomiast z każdego miejsca przywozi… filiżankę do espresso! Uwielbiam patrzeć, gdy zwyczajnego domowego poranka wstaje, idzie do kuchni i totalnie zaspany otwierając szafkę z filiżankami sam do siebie mówi: to gdzie ja dziś wypiję kawkę… w Kalifornii? A może na Jamajce…?! 🙂 I sięga powolnym ruchem po jedną z podróżniczych pamiątek. 

Jeśli weekend w Polsce to wybrałabyś…? 

1. Nasz rodzinny domek na Suwalszczyźnie. Nigdzie nie odpoczywam tak, jak na tym drewnianym tarasie wpatrzonym w jezioro.

2. Bałtyk! Uwielbiam nasze morze o każdej porze roku!

3. Zimą góry i wypad na snowboard!

Jeśli weekend w Europie to pojechałabyś do…?

Któregoś z miast we Włoszech, by wyregulować poziom węglowodanów i wina w organizmie! 🙂

Jeśli dowolne miejsce na innym kontynencie to byłoby to…?

Jak wspominałam, nie byłam jeszcze w Ameryce Południowej. Może właśnie Peru? 

Ulubione miasto w Polsce…?

Lubię Warszawę i Sopot.

Czy pamiętasz gdzie na świecie zjadłaś najpyszniejsze dania? Pamiętasz restauracje? Pamiętasz co to były za dania? 

Pamiętam, że niesamowicie zaskoczyła nas restauracja z widokiem na fontanny w hotelu Bellagio w Las Vegas, ale też jedna z knajpek Jamiego Olivera w Londynie. Nigdy nie zapomnę uśmiechu rudowłosej kelnerki, która przynosiła nam te wszystkie pyszności. Chociaż na co dzień już od lat staram się nie jeść mięsa, to do dziś wspominam stekownię w Lizbońskim w Embaixada Concept Store i najlepsze mashed potatoes. A co do Lizbony: Time Out też był dla mnie pozytywnym zaskoczeniem! Nigdy nie zapomnę też niezwykłego targu śniadaniowego w San Francisco i najdziwniejszego tosta w nowozelandzkim Milford Sound: z borówkami, słonym serem, syropem klonowym i… boczkiem! Byliśmy zaskoczeni, że to naprawdę może być przepyszne. Chyba, że niesamowita sceneria Nowej Zelandii była dodatkowym sekretnym składnikiem tego szalonego dania. 

Czy podróże inspirują Cie do gotowania nowych potraw, do ekperymentowania kulinarnie? Czy podróże zmieniły Twoje nawyki żywieniowe?

Miesiąc temu wróciłam z Meksyku i praktycznie codziennie od powrotu zajadam się guacamole :)! Kocham gotować i gdyby nie to, że wiecznie jestem na diecie, pewnie każdego dnia szalałabym w kuchni. Kiedy jednak mam okazję przygotować coś pysznego bliskim, jestem przeszczęśliwa. I naprawdę zauważam, że podróże pobudzają kulinarną wyobraźnię.

Poza tym, podróż na Filipiny i uświadomienie sobie skali problemu występowania plastiku w oceanach sprawiły, że przestaliśmy kupować butelkowaną wodę i zaprzyjaźniliśmy się z warszawską kranówką. Między innymi podróże sprawiły też, że już od kilku lat w naszym domu na co dzień nie je się mięsa. Nie jest to tak skrajne, by zaprotestować podczas niedzielnego obiadu u dziadków i odmówić babci mielonych… ale nasza codzienna lodówka wypełniona jest zdobyczami z lokalnego warzywniaka. 

Jak planujesz podróże? Co Cię inspiruje?

Cały czas jeszcze Instagram (choć będąc w tym świecie od strony twórcy traktuję go z coraz większym przymrużeniem oka), ale też bardzo Pinterest, opowieści znajomych, seriale i filmy. TripAdvisor i YouTube.

Masz jakieś swoje sprytne patenty podróżnicze? Np. jakiś fajny sposób pakowania walizki albo przewożenia sprawunków;))))

Mam jeden super patent od @czarnaewcia z pakowaniem rzeczy do walizki lub plecaka w materiałowe torebeczki z Ikea. Jeju, to rozwiązanie naprawdę odmieniło mój walizkowy bałagan! Często wypełniam też kapelusze i buty drobniejszymi pakunkami. No i muszę wspomnieć, że plecak Kanken jest mistrzem świata! Takie niepozorne maleństwo, a spokojnie mieści laptopa, lustrzankę z trzema obiektywami, notes, portfel, paszport i ogromniastą kosmetyczkę. Mam wrażenie, że jeśli bym musiała, to zmieściłabym w nim także rozkładaną sofę, meblościankę sąsiadów, leżak plażowy, stracha na wróble, pięć bakłażanów i warcaby :)!

Czy polecasz jakieś blogi podróżnicze, przewodniki, z których korzystasz?

Z podróżniczych uwielbiam Twój :)! Przed podróżą bardzo lubię też wyszukać daną destynację na Pintereście i śladem pięknych zdjęć wędrować po zagranicznych blogach. Wyszukane tipy spisuję w notatniku na telefonie. 

Twoje ukochane inspiracje podróżnicze na Instagramie?

Jest ich naprawdę sporo! 🙂 Naprawdę wśród tylu twórców trudno wybrać. Gdybym jednak miała wskazać dwie wyjątkowe osoby, to z zagranicy byłaby to helloemilie, a z polski whatforbreakfast. Obie uwielbiam za wyjątkową fotograficzną wrażliwość.

Jakie hotele, które odwiedziłaś najlepiej wspominasz? Wymień kilka jeśli pamiętasz nazwy i miejsca ;)))

  1. Four Seasons na Bora Bora – nie przypadkowo uznawany za jeden z lepszych hoteli świata.
  2. Habitas w Tulum- sama wiesz… ten glamping i vibe.
  3. Great Huts Jamaica- różnorodne domki z drewnianych bali zlokalizowane w jamajskiej dżungli z widokiem na zatokę i rozkołysanych na falach surferów; niektóre z nich, zostały wybudowane na klifie i nie mają ścian frontowych, inne ulokowane zostały na gałęziach drzew.

Co cenisz w hotelu? Jakie cechy musi mieć, abyś dobrze wspominała pobyt tam?

Uwielbiam miejsca z dobrym designem i pysznym jedzeniem. Tak jak wspomniałam wcześniej: stworzone przez ciekawych ludzi dla ciekawych świata ludzi. Kocham dbałość o szczegóły, doceniam użycie jakościowych materiałów i tkanin. Uśmiecham się szeroko na widok stylowych albumów i książek. Czuję się dobrze, jeśli jest miło i czysto. Ponad wszystko cenię miejsca, które mają charakter i duszę albo takie, w których pobyt jest przygodą samą w sobie. 

Jakie miejsca chciałabyś najbardziej odwiedzić w najbliższej przyszłości? 

Po głowie bardzo chodzi mi Islandia i Wyspy Owcze. 

W takim razie życzę Ci bardzo abyś je odwiedziła i dziękuję bardzo za inspirującą rozmowę ;))))

Więcej przepięknych zdjęć Oli znajdziecie na jej INSTAGRAMIE

Nie ma więcej wpisów