Seria wywiadów podróżniczych miała być cyklem w którym ja pytam fascynujące dziewczyny o ich podróże. Inspirujemy wspólnie do wyjazdów, do podjęcia ryzyka, do odkrywania nowych miejsc. Ładny pomysł. Ale po kilku publikacjach okazało się, że najwięcej te posty dają mi. Zrozumiałam jak ciekawe osoby są blisko, jak twórcze i jak niejednorodne. Jak wiele oblicz ma kreatywność i jak jeszcze wiele jest do zobaczenia.

W dzisiejszym wywiadzie podróżniczym Natalia Kusiak. Przepiękna blondynka o wielkiej osobowości. Błyskotliwa, oczytana i wyróżniająca się w nieoczywisty sposób. Jej Instagram pęka od oryginalnych zdjęć, nietypowych kierunków podróży i świetnych stylizacji. A stories od poleceń świetnych knajp i ciekawych książek. Wywiad bardzo mnie zaskoczył, bo Natalia ma w sobie taką ciekawość i prawdę. O podróżach opowiada mądrze i ze spokojem, mam wrażenie, że docenia każdą chwilę na wyjeździe i myślę, że odczujecie o co chodzi czytając jej odpowiedzi. Zapraszam, bo to jeden z tych wywiadów, który wniesie coś do Waszego dnia i życia.

INSTAGRAM NATALII

Natalia, jakim typem podróżnika jesteś? Z plecakiem i pod namiotem czy w hotelu?

Powiedziałabym, że jestem eklektycznym podróżnikiem – to znaczy, że lubię łączyć ze sobą sprzeczności i kompletnie różne odcienie podróży, chociaż nie wiem czy ten przymiotnik dobrze to oddaje. Nie będę ukrywać, że uwielbiam piękne, pięciogwiazdkowe hotele, w których dostaję kawę do łóżka, ale równocześnie nie przeszkadza mi spanie w samochodzie na parkingu przed sklepem, kiedy jesteśmy w trasie albo wstajemy na zdjęcia o wschodzie słońca, a nawet, bo i tak się zdarzało, na dworcowej ławce. Uwielbiam też namiot na pięknym odludziu, bo daje taki namacalny kontakt z przyrodą. Wydaje mi się, że te luksusowe miejsca przestaną nas cieszyć, kiedy staną się rutyną. Ludzki mózg działa też w taki sposób, że najsilniej zapamiętuje momenty o największej amplitudzie emocjonalnej czyli bardzo źle lub bardzo dobrze, ale inaczej niż na co dzień. Wszystko to, co letnie zapominamy najszybciej. Dlatego wolę spędzić 6 nocy w hostelach, namiotach i samochodach, a 1 w drogim hotelu niż 7 nocy w przyzwoitych miejscach ze średniej półki.

Jak zaczęło się Twoje podróżowanie? Pamiętasz swoją pierwszą podróż w życiu? 

Od dziecka marzyłam o podróżach: kiedy wyobrażałam sobie, jak wygląda szczęście, widziałam właśnie podróże w dalekie kraje. Niestety wtedy nie miałam do tego warunków. Pochodzę z małego miasta na Podkarpaciu, więc moje wakacyjne podróże w dzieciństwie ograniczały się do corocznych wyjazdów do ciepłych źródeł na Węgrzech. Może dlatego tak teraz rekompensuję sobie te braki. Jak tylko zaczęłam lepiej zarabiać i rozumieć o co chodzi z oszczędzaniem, po pierwszej świątecznej premii zaplanowałam swoją pierwszą, trzytygodniową wyprawę do Azji. Na trasę z Bangkoku do Jakarty namówiłam swoją sąsiadkę, której nie znałam wtedy za dobrze, ale był to strzał w dziesiątkę. Zaplanowałyśmy całą trasę z kilkutygodniowym wyprzedzeniem, zrobiłyśmy nawet prezentację w Power Poincie z planem, transportami, hotelami i niezbędnymi informacjami. Uważam, że tylko raz można doświadczyć podróży w ten sposób. To był mój pierwszy daleki wyjazd, pierwszy raz w Azji, pierwszy raz całkowicie za swoje pieniądze, pierwszy raz od A do Z zaplanowany bez niczyjej pomocy. Z perspektywy czasu bardzo się cieszę, że doświadczyłam tego jako dorosła, świadoma osoba bo ten pierwszy kokos kupiony na tajskiej ulicy nigdy nie cieszy tak samo jak za pierwszym razem. To wspomnienie zostanie ze mną do końca życia.

Preferujesz podróże po Polsce czy zagraniczne?

Zdecydowanie te zagraniczne. Mój głód nowych kultur, smaków i widoków jest ogromny. Wydaje mi się, że te dalsze wyprawy pokazują więcej światów, których nie znałam. Podróże po Polsce to dla mnie bardziej wypoczynek.

Bardzo ciekawe podejście w sumie nie patrzyłam na to w ten sposób. a skoro jesteśmy przy podróżach zagranicznych to gdzie najdalej leciałaś?

Mój najdalszy lot bez żadnych przesiadek to chyba ten do Tokio.

A masz jakieś sposoby na bardzo długi lot samolotem?

Zazwyczaj nie mam problemów z długimi lotami. Próbuję tak je zaplanować, aby możliwie jak największą część podróży przespać. Wszystko po to, żeby zminimalizować ewentualny jet leg. W dalsze i dłuższe podróże nie ruszam się bez Kindle’a, w te bliższe bez papierowej książki. Kupiłam elektroniczny czytnik, mimo że kocham papier, bo noszenie przez kilka miesięcy na plecach pięciu książek po prostu się nie sprawdza.

Jaką podróż wspominasz najlepiej z dotychczasowych? 

Sama dobrze wiesz, że każda podróż jest wyjątkowa i nie da się wybrać jednej, najlepszej. Bardzo ważny jest dla mnie na pewno mój pierwszy wyjazd do Azji. Tak jak mówiłam tylko raz można doświadczyć pierwszego, egzotycznego wyjazdu. To są wyjątkowe wspomnienia. Jeżeli o wspomnieniach mowa, to z pewnością bardzo wyjątkowa był dla mnie zeszłoroczna wyprawa z Piotrkiem do Ameryki Środkowej. Rozpoczęliśmy ją na Burning Manie, a później jechaliśmy lądem z Mexico City aż do Limy. Odwiedziliśmy bardzo wiele wyjątkowych miejsc, poznaliśmy interesujących, bardzo barwnych ludzi i mieliśmy sporo ciekawych przygód. Skupialiśmy się chyba bardziej na doświadczeniach i to pod nie dostosowywaliśmy całą trasę. Już sam Burning Man był niepowtarzalnym przeżyciem, dalej były ruiny miasta Majów w Gwatemali, nocleg na wulkanie, surfing, vulcano boarding, kilka dni w opuszczonej wówczas przez turystów Nikaragui, kilkudniowy rejs po bezludnych wyspach między Panamą a Kolumbią, wspinaczka na Matchu Pitchu i Rainbow Mountain, wizyta w sanktuarium leniwców w Kostaryce, nocleg na plantacji kawy, oglądanie wielorybów i wiele, wiele innych. Tak jak wspominałam, nasz mózg najbardziej dba o te najmocniejsze doświadczenia.

 

Pamiętam. Od zdjęć z Burning Man obserwuje Ciebie! Pomyślała: wow, ale ta dziewczyna ma pomysły! Bardzo podoba mi się to, że wybierasz takie nietypowe miejsca i festiwale. Nie kolejna Coachella, a właśnie odlot na pustyni. 

Czy miałaś jakieś wielkie podróżnicze marzenie i udało Ci się je zrealizować?

Miałam mnóstwo takich marzeń, ale co ciekawsze, zawsze wydawało mi się, że to bardziej fantazje, które bardzo trudno będzie urzeczywistnić. Od dzieciństwa fantazjowałam o Japonii i Ameryce Południowej, ale rzeczywistość, w której dorastałam nawet z uwagi na ceny biletów lotniczych wrzucała te kierunki do szuflady “poza moim zasięgiem”. Myślę, że dopiero relacja z Piotrkiem nauczyła mnie myśleć o wielu rzeczach jako może trochę trudnych, ale nie nierealnych.

Bardzo to mądre. A Twoje największe podróżnicze rozczarowania?

Wiem, że teoretycznie, jeżeli poszukamy odpowiednio głęboko, każde miejsce potrafi oczarować, jednak ja mam pewien problem z wyśrubowanymi oczekiwaniami, którym trudno jest sprostać. Próbowałam znaleźć wspólny mianownik dla tych miejsc, które mnie rozczarowały i myślę, że jest to większość typowo turystycznych miejsc i atrakcji. Takim miejscem, przed powrotem do którego zastanowiłabym się dwa razy jest np. Tulum. Bardzo możliwe, że nie spędziłam tam odpowiednio dużo czasu, żeby mnie oczarowało, ale mogłoby to zrujnować mój portfel.

Jakie miejsce najbardziej zainspirowało Cię fotograficznie?

Na każdy swój wyjazd zabieram analogowy kompakt i kilka rolek filmu. Zdjęcia, które robię, zawsze wywołuję i wkładam do albumu, do którego kocham wracać w długie, zimowe wieczory. Te zdjęcia, które wykorzystuję na Instagramie to zazwyczaj zdjęcia z lustrzanki, które robi Piotrek. Niemniej jednak miejscem, które wydaje mi się niezwykle fotogeniczne jest Japonia. Tam nawet ta zwykła codzienność ma taki klimat i kolory, że zdjęcia są po prostu wyjątkowe.

Z kim najbardziej lubisz podróżować i dlaczego? 

Zdecydowanie z moim chłopakiem. To pod wieloma względami idealny kompan podróży, świetne się uzupełniamy. Jest bardzo dobry w planowaniu wyjazdów pod kątem pięknych i wyjątkowych miejsc. Ja zazwyczaj zajmuje się sekcją hoteli i jedzenia. Staramy zmieniać się za kierownicą, ale to on jest o niebo lepszym kierowcą no i nie muszę chyba wspominać, że robi przepiękne zdjęcia.

Jak wygląda Twój dzień w podróży? 

Z racji na fakt, że podróżuję bardzo dużo, staram się, aby te dni wyglądały jednak możliwie jak najbardziej różnorodnie. Wspólnym mianownikiem jest na pewno moja nadaktywność. Niezależnie od tego, czy śpimy w środku lasu, czy w dużym mieście, najpóźniej o 8 rano jestem już gotowa do wyjścia, nawet jeżeli niespecjalnie jest gdzie iść. Przemieszczamy się bardzo dużo, w jednym miejscu spędzamy więc z reguły góra dwa dni. Staram się więc wycisnąć ten czas jak cytrynkę. Mój idealny, miejski scenariusz to spacery, nawet bez celu od samego rana do późnego wieczora z przerwami na posiłki i kawę. Niestety nie potrafię wypoczywać w inny sposób. Natychmiast zaczynam się stresować, że coś ważnego lub pięknego właśnie mnie omija.

Haha, myślałam, że tylko ja tak mam. Zawsze boje się do tego przyznawać, że jestem takim właśnie nadgorliwym podróżnikiem, który budzi się o świcie. Ale mam wrażenie, że w ten sposób można jednak doświadczyć dużo więcej. 

Co zawsze przywozisz z podróży?

Staram się nie wydawać pieniędzy na głupoty. Przywożę rzeczy, które później przydadzą mi się w codziennym życiu. Z Maroko w bagażu podręcznym przywiozłam dywan (na czas przejścia przez kontrolę lotniskową założyłam go na siebie jak gigantyczny szal), z Japonii jedwabne kimono przerobione na płaszcz, ze Stanów moje ulubione kowbojki. Często przywożę też jedzenie, ale ono często znika nawet przed faktycznym powrotem do domu, więc chyba nie ma sensu o tym pisać. Przywożę też mnóstwo zdjęć.

Jeśli weekend w Polsce to wybrałabyś…? 

Camp SPA na Mazurach. To magiczne miejsce w środku lasu, niepowtarzalne, moim zdaniem nawet na skalę światową, absolutna perełka. Nie jestem specjalną fanką instytucji SPA, w tych klasycznych nawet bardziej się stresuję niż wypoczywam, ale Camp SPA to zupełnie inna historia. Sprawdźcie sami, ale koniecznie weźcie opcję z jedzeniem. Do kąpieli w wielkiej wannie ogrzewanej drewnem możecie zamówić butelkę lokalnego cydru i sery z gospodarstwa po sąsiedzku.

Jeśli weekend w Europie to pojechałabyś do…?

Uwielbiam takie kilkudniowe, miejskie wyjazdy, które koncentrują się na dobrym jedzeniu, spacerach, wystawach i spotkaniach ze znajomymi. Moje dwa ulubione miasta na takie krótkie wypady to ostatnio Berlin i Paryż, ale to się zmienia. Moim zdaniem to miejsca z najbardziej zróżnicowaną ofertą gastronomiczną, wybitnymi vintage shopami i klimatem, którego nie da się podrobić. Jeżeli mówimy o takim tygodniowym wyjeździe, to wybrałabym Sycylię. Zakochałam się w tej wyspie po pierwszym wyjeździe, chociaż należy mieć świadomość, że jego nieuniknioną konsekwencją są min. 3 dodatkowe kilogramy na wadze.

Jeśli dowolne miejsce na innym kontynencie to byłoby to…?

Po ostatnim wyjeździe jestem totalnie zakochana w Tokio. Mogłabym nawet tylko siedzieć z kawą w oknie pierwszej lepszej kawiarni na Shibuya i patrzeć na ludzi. Japonia jest wszystkim, co znacie z filmów i tekstów popkultury i równocześnie czymś zupełnie innym. Mam wrażenie, że nie ma drugiego takiego miejsca, w którym każda osoba, mimo iż wyrosła w tak mało elastycznej kulturze, a może właśnie dlatego, jest zupełnie inna, oryginalna, ciekawa i intrygująca. Do tego te wszystkie desery z matchą!

Ulubione miasto w Polsce…?

Długo zastanawiałam się nad tym pytaniem i moim ulubionym miastem w Polsce jest jednak Warszawa. Czym więcej podróżuję po świecie, tym bardziej doceniam miasto, w którym mieszkam. Mam tu wszystko, czego potrzebuję, ale równocześnie jest na tyle nieduża, że mieszkając w centrum, jestem w stanie wszędzie dotrzeć na piechotę. Zraz na drugim miejscu jest Kraków. Mam do niego ogromny sentyment Wychowywałam się na Podkarpaciu, więc już w dzieciństwie często odwiedzałam Kraków. Uważam, że klimat Kazimierza jest absolutnie jedyny w swoim rodzaju. Teraz, kiedy już wyrosłam z życia nocnego, nie przeszkadzają mi nawet turyści, którzy przyjeżdżają do Krakowa na wieczory kawalerskie bo najzwyczajniej się mijamy.

Jakie miejsca w tym mieście szczególnie przypadły Ci do gustu?

Zdecydowanie krakowski Kazimierz. Mogłabym spędzić cały weekend przenosząc się z kawiarni do kawiarni i z lunchu na kolację. Uwielbiam jesienne spacery po tej małej, ale wyjątkowej dzielnicy. Na mam jednego, ulubionego miejsca, za każdym razem staram się odkrywać jakieś nowe.

Czy pamiętasz gdzie na świecie zjadłaś najpyszniejsze dania? Pamiętasz restauracje? Pamiętasz co to były za dania? 

To jest taki temat rzeka, że mogłabym o tym mówić godzinami. Przysięgam, że to nie przesada, kiedy powiem, że w zasadzie każda podróż to jakiś mały zachwyt. Nie ważne, czy to najlepsza restauracja, czy street foodowy wózek. Uważam, że oryginalne smaki pochodzące z krajów, które odwiedzamy, nigdzie indziej nie będą smakowały tak samo. Ne da się być bliżej źródła. Jedna z rzeczy, które najbardziej mnie zaskoczyła to kuchnia nikkei czyli bardzo popularne w Peru połączenie kuchni peruwiańskiej z japońską, które powstało w wyniku dużej fali emigracyjnej właśnie z Japonii. Podróżując z Ekwadoru do Limy, na jeden dzień zatrzymaliśmy się w malutkim miasteczku na północy Peru – Mancorze. Mówi się, że to takie Tulum w początku lar 90-tych. Tam robiąc gastro reasercz natknęłam się na nieco droższą, ale świetnie ocenianą, pięknie wyglądającą restaurację, której szef kuchni pracował w jednej z lepszych restauracji w Limie, ale postanowił wyprowadzić się z wielkiego miasta. W swoim nowym miejscu serwował właśnie dania kuchni nikkei. Ceviche z tuńczyka, które tam jadłam było czymś absolutnie powalającym. Prawdziwa kuchnia meksykańska też mnie oczarowała. Jeżeli chcecie zafundować sobie doświadczenie z najwyższej półki fine diningu, np. z listy restauracji 50 best, to najtaniej będzie zrobić to w Południowej i Środkowej Ameryce. W Mexico City, na zakończenie naszej wielkiej podróży, zdecydowaliśmy się więc na kolację w Quintonil. Meksykańskie smaki są wyraziste, mocne i bardzo charakterystyczne. Czarne mole i tosty z awokado i escamoles (jajka konkretnego gatunku mrówek używane w kuchni meksykańskiej) też są wysoko na tej liście. Na trzeciej pozycji mam na ten moment danie z szanghajskiej restauracji z pięcioma stolikami, które kosztowało 6 zł, ale do dzisiaj śni mi się po nocach. To było mało eleganckie miejsce, w którym stołowali się przede wszystkim okoliczni mieszkańcy, ale o dziwo miało rekomendację Michalin. Nie miałam pojęcia, co zamawiam, oczywiście nikt nie mówił po angielsku, wybłagałam jedynie, żeby na pewno było bez mięsa. Dostałam najlepszy na świecie chiński makaron w sosie z masła orzechowego z chili. Niebo!

Czy podróże inspirują Cię do gotowania nowych potraw, do eksperymentowania kulinarnie? Czy podróże zmieniły Twoje nawyki żywieniowe?

Niestety muszę wyznać, że poza śniadaniami niewiele gotuję. Podróże nauczyły mnie natomiast, że lokalne smaki są absolutnie wyjątkowe i nie do podrobienia. Nasze adaptacje dań z Japonii, Meksyku czy Chin są faktycznie czasami pyszną, ale jednak adaptacją. Wyjątkowy smak sushi opiera się na świeżości i jakości składników, które, kupione w Warszawie, nie mogą się nawet równać z oryginałem. Właśnie teraz staram się jeść lokalnie – wybieram składniki i dania typowe dla danego kraju czy regionu. W wyniku podróżniczych doświadczeń, kiedy jestem na miejscu w Warszawie, w zasadzie nie jem takich egzotycznych dań, bo już wiem, jak bardzo różnią się od oryginałów. Jedynym wyjątkiem jest ramen z Vegan Ramen Shop, który bił na głowę te japońskie.

Jak planujesz podróże? Co Cię inspiruje?

Nowe kierunki wybieramy często w oparciu o aktualne ceny biletów. Mój chłopak postanowił odwiedzić wszystkie kraje świata, więc ten element nowości na jego podróżniczym radarze też nie jest bez znaczenia. Kolejnym krokiem jest kilkutygodniowy reaserch w internecie. Szukamy nieoklepanych miejsc, pięknych lokacji zdjęciowych, niecodziennych aktywności, wyjątkowych hoteli. Przy takiej okazji zawsze rozmawiam z podróżującymi znajomymi – to nieocenione źródło wiedzy o obcych miejscach. Wszystko nanosimy na Google Maps i planujemy trasę. To zawsze przede wszystkim rezygnowanie z punktów, na które nie będzie czasu. Niestety przy naszych podróżach obowiązuje jedna, niezmienna zasada – zawsze mamy za mało czasu, niezależnie od tego, na ile wyjeżdżamy.

Masz jakieś swoje sprytne patenty podróżnicze? Np jakiś fajny sposób pakowania walizki albo przewożenia sprawunków;))))

Przed każdą podróżą, nawet tą bliższą, europejską, staram się przeczytać chociaż jeden dobry reportaż traktujący o życiu w danym kraju, jego historii i problemach. Uważam, że to daje głębszy wgląd w sytuację, lepsze zrozumienie ludzi i ich życia. Zazwyczaj odpowiednich tytułów szukam na półkach księgarni Wydawnictwa Czarne.

Czy polecasz jakieś blogi podróżnicze, przewodniki z których korzystasz?

Szczerze mówiąc nie korzystam z żadnych konkretnych blogów, w zasadzie wcale nie korzystam już z drukowanych przewodników. Swoją wiedzę staram się czerpać najszerzej, jak tylko dam radę. Sytuacja trochę się zmienia, kiedy chodzi o jedzenie. Tu mam kilka zaufanych tytułów, w których można znaleźć przewodniki gastronomiczne po konkretnych miastach. Z uwagi na moje najnowsze próby z wegańską dietą, pierwszym adresem jest dla mnie ostatnio Jadłonomia. Bardzo lubię też śledzić nowe wpisy u Małgosi Minty.

Twoje ukochane inspiracje podróżnicze na Instagramie?

Nie wiem czy to dobrze, czy nie, ale konsumuję instagramowe treści z dystansem, szukam tam bardziej informacji niż inspiracji. Czuję, że jeżeli coś mnie inspiruje, to jest to bardziej styl życia niż podróżnicze kierunki. Bardzo miło ogląda mi się zawsze relacje z campera u @razemtaniej – Lena podróżuje powoli, świadomie, daje sobie czas i przestrzeń. My przez większą część czasu jesteśmy w pośpiechu, nigdy nie mamy czasu na wszystko, co chcielibyśmy zobaczyć. Czasami z taką pozytywną zazdrością patrzę na to jak ona i Paweł mają czas na codzienne zakupy na bazarku i gotowanie obiadu w swojej kuchni na kółkach.

Jakie hotele które odwiedziłaś najlepiej wspominasz? Wymień kilka jeśli pamiętasz nazwy i miejsca;)))))

Hacienda Rumiloma w Quito, Juvent Landscape i Aurora Camp w Norwegii, Finn Lough w Irlandii Północnej, Casa del Mundo nad jeziorem Atitlan w Gwatemali, Camp Mars w Tunezji (tak, w Tunezji są też fajne miejsca), takie domki na palach bez jednej ściany w dżungli na Filipinach (niestety nie pamiętam nazwy, ale nocleg dla dwóch osób ze śniadaniem kosztował 80 zł), Finca Rosa Blanca w Kostaryce, Hanging Gardens na Bali.

Co cenisz w hotelu? Jakie cechy musi mieć, abyś dobrze wspominała pobyt tam?

Pierwszą rzeczą, jaką sprawdzam w hotelu jest śniadanie. Może trochę głupio przyznawać się do takich rzeczy, ale zawsze wiem, jak wygląda śniadanie w danym miejscu, zanim je wybiorę. Nic na to nie poradzę, śniadanie to mój ulubiony posiłek dnia. Ważny jest też design i pewna fotogeniczność miejsca. Moja praca to w dużej mierze zdjęcia, więc staram się, aby hotel mi w tym pomagał.

Jakie miejsca chciałabyś najbardziej odwiedzić w najbliższej przyszłości? 

Tak naprawdę, to najbardziej chciałabym spróbować innego sposobu podróżowania. Z uwagi na projekt Piotrka, który chce odwiedzić wszystkie kraje świata, nasze tempo jest dość duże, kalendarz w ciągu roku jest mocno napięty. Pewnie dlatego myślę o takich dłuższych, spokojniejszych doświadczeniach, które pozwoliłyby mi, chociaż na chwilę, osiąść w danym miejscu, poznać je trochę lepiej. Marzy mi się miesiąc w Indiach w szkole jogi, kilka tygodni w campie muay thai na Kho Samui, tygodniowe wyciszenie w japońskiej świątyni, miesięczny kurs językowy w Meksyku, nawet pół roku we włoskim miasteczku na kursie gotowania, porządna, kilkutygodniowa nauka surfingu na Sri Lance. W najbliższym czasie pewnie nie będzie to łatwe, zwłaszcza, że sama już przywykłam do tej adrenaliny związanej z ciągłą zmianą miejsca.

W takim razie życzę Ci bardzo abyś je odwiedziła i dziekuje bardzo za inspirującą rozmowe;))))

Nie ma więcej wpisów