Grudzień jest zawsze magicznym czasem. Zbliżają się Święta. W powietrzu unosi się zapach pomarańczy i przypraw. Dni są coraz krótsze, ale nie szkodzi. Ostatnio doceniam czas spędzony w domu, bo stworzyłam sobie swoje rytuały, które poprawiają mi humor. I przenoszą mnie w ukochane miejsca z podróży. Bo najsilniej wspomnienia wyzwalają zapachy i smaki. Dlatego staram się wprowadzać je do codzienności. Bardzo dużo z naszych zwyczajów przywozimy z podróży, zresztą o tym wszystkim przeczytacie w moim poście.

MUZYKA Z GRAMOFONU

Tę przyjemność przywieźliśmy z Kalifornii. W hotelu Joaquim w Laguna Beach w każdym pokoju był gramofon i winyle. Słuchaliśmy ich non stop. Padał deszcz, gramofon przyjemnie trzeszczał i dawał dźwięk relaksujący na zupełnie innym poziomie. Ciepło, trzaski oraz głos artysty słyszany jakby śpiewał tuż obok, dla nas. Po powrocie przeczytaliśmy chyba wszystko co zostało napisane o gramofonach, wzmacniaczach, głośnikach i winylach. Odwiedziliśmy kilka sklepów z winylami i targów, skompletowaliśmy naszą małą kolekcję. I teraz codziennie witamy dzień ukochaną muzyką. Bardzo polecam Wam przygodę z taką muzyką. Coś niebywałego.

PALO SANTO I COPAL

Palenie kadzideł również przywieźliśmy z podróży. Copal z Tulum, a palo santo z Joshua Tree. Intensywny zapach wypełnia cały dom i ożywia wspomnienia. Copal to zapach Tulum, pachniał nim każdy hotel, każdy sklep. Pamiętam kolacje w Nomade, kiedy paliło się ognisko, w tle słychać było bębny, a w powietrzu unosił się intensywny zapach kopalu. Jedno z moich najlepszych wspomnień tego roku. Zimą palo santo czy copal palone w domu pachną intensywnie i naturalnie. Dają takie drzewne wrażenie palonego ogniska. Przyjemnie skwierczą.

ZIMOWA KAWA I KUBKI Z CAŁEGO ŚWIATA

Kawa to podstawa mojego funkcjonowania. Uwielbiam, piję dużo i często. Uwielbiam kawę mocną, często z mlekiem roślinnym. Nic nas tak nie ucieszyło tej zimy jak nasz nowy ekspres marki SIEMENS. Super nowoczesny, naszpikowany technologiami. Ale co dla mnie najważniejsze: banalnie prosty w obsłudze i przyrządzający przepyszną kawę. Dotykowy ekran pozwala na wybranie kawy: espresso, czarna, cappuccino, latte, espresso macchiato i kilka innych opcji. Decydujemy o mocy kawy oraz jej pojemności. Jednym kliknięciem. Do tego dysza jest regulowana, więc kawę mogę przygotować zarówno w kubku, filiżance, jak i wysokiej szklance. Po prostu przesuwam jeden element w górę. Ekspres daje możliwość wsypania kawy ziarnistej i mielonej. I co dla mnie najważniejsze, ma świetny spieniacz mleka przyjazny mlekom roślinnym. Użyłam mleka migdałowego i piana zajmowała 4 cm w szklance. Cudo! Niedawno przeprowadziłam wywiad z Olą i zainspirowała mnie ona swoim zwyczajem kolekcjonowania kubków z całego świata. Odtąd również to praktykujemy i dzięki temu rano możemy sobie zadać pytanie “Gdzie dzisiaj napijemy się kawy?”. Ja wybrałam Ojaji i Londyn. Zimą moją ulubioną kawą jest kawa zimowa. Przyrządza się ją banalnie prosto! Przygotowuję ukochaną latte lub cappuccino na mleku migdałowym w ekspresie. Następnie dodaję do kawy mieszankę przypraw, którą mielę samodzielnie w moździerzu i przechowuję całą zimę. Mieszanka przypraw zawiera: cynamon, imbir, kurkumę, goździki, anyż i kardamon. Mniam. Dodaję do kawy laskę cynamonu i gotowe. Bardziej deser niż kawa, ale rozgrzewa i jest zdrowa!

WIĘCEJ O MOIM EKSPRESIE SIEMENS EQ 500 PRZECZYTACIE TUTAJ

ŚWIECE I ZIOŁOWE SPRAYE

Świece towarzyszą mi cały rok. Uwielbiam je palić, bo to zapachy najmocniej aktywują u mnie wspomnienia. Świeca o zapachu Santal 33 Le Labo to dla mnie Nowy Jork. Figowa Diptique to Paryż. Palo Santo to Kalifornia. Mam takich wspomnień więcej. Kolekcjonuję świece sojowe. Często zabieram ulubione w podróż i palę w hotelach, aby potem zapach rozpalony w domu przypominał mi miłe chwile. Zróbcie tak kiedyś, gwarantuję, że to będzie fajna przygoda. Moje ukochane świece przywożę z podróży, bądź kupuję w Galilu, Bebe Concept czy Soyoosh. W Joshua Tree kupiłam też spraye ziołowe wprawiające w określony nastrój. Mam taki ułatwiający zasypianie (wcale nie pachnie lawendą, co jest super) oraz Palo Santo.

INSPIRUJĄCE ALBUMY

Albumy to moja ogromna słabość. Kolekcjonuję te fotograficzne oraz związane z hotelami. To moje największe źródło inspiracji, kiedy planuję podróże. Moje ukochane to wydania GESTALTEN. Mam ich sporo i staram się znaleźć codziennie choćby 15 minut, aby je przejrzeć. To niesamowita dawka inspiracji estetycznych, ale również fotograficznych. Albumy przenoszą mnie również do ukochanych miejsc, kiedy jestem w Warszawie i aktualnie nigdzie się nie wybieram.

PODSUMOWANIE ROKU I PLANOWANIE NOWEGO ROKU

Nie robię postanowień noworocznych. Nie lubię tego, bo mam taki charakter, że jak coś chcę zmienić czy zrealizować to robię to zaraz i już. Od razu. Ale kocham podsumowania. Lubię ten czas w roku, kiedy myślę o każdym miesiącu z wdzięcznością. To był trudny rok dla mnie. Rok chorowania, kiepskich wiadomości, problemów moich przyjaciół. Rzeczy, o których nie mówi się na kanałach społecznościowych. Ale też rok, w którym poznałam fantastycznych ludzi, spełniłam swoje wielkie marzenia, otworzyłam sklep, nauczyłam się kilku nowych rzeczy. Ja za każdą nawet najmniejszą rzecz jestem wdzięczna. I staram się w tej drugiej połowie grudnia podsumować sobie mijający rok. Mam w tym roku piękny prosty kalendarz, który już zaczęłam wypełniać planami na 2020. Głównie podróżniczymi. Marzę o zorzy polarnej, o Malediwach i o gorących termach w Szwajcarii. Reszta może poczekać.

POST POWSTAŁ WE WSPÓŁPRACY Z MARKĄ SIEMENS

Nie ma więcej wpisów