Martyna to delikatna blondynka, która zachwyca jasnymi kadrami na Instagramie, konto Martyny znajdziecie TUTAJ. Wybiera nietypowe kierunki podróży jak kraje nadbałtyckie, czy chłodna Skandynawia. Kocha zimę i nie straszne jej największe mrozy. W podróż zawsze zabiera 5 małych piesków, które zwiedziły już kawał świata. Martyna skończyła studia doktoranckie z praca ale rzuciła prace na uczelni, aby realizować swoje marzenia w trybie full time.

Jakim typem podróżnika jesteś? Z plecakiem i pod namiotem czy w hotelu? 

Jestem totalną hybrydą – jednego dnia mogę spać w namiocie pod niebem pełnym gwiazd, a drugiego te same gwiazdy obserwować z tarasu hotelu z tzw. speechless view. Były więc podróże z namiotem z marketu za stówkę (ahhh ileż ten namiot pięknych przygód zaliczył i świata zwiedził) ale i podróże, gdzie odwiedzenie samego danego wyjątkowego hotelu było już dla mnie spełnieniem jakiegoś marzenia. Jedno jest pewne – to, gdzie się zatrzymuję nie wpływa na sposób mojego podróżowania, nie definiuje go. Z plecakiem i pod namiotem, czy w hotelu – ważne, by było wyjątkowo – nie znoszę bylejakości.

Jak zaczęło się Twoje podróżowanie? Pamiętasz swoją pierwszą podróż w życiu? 

Jako dziecko nie podróżowałam dużo. Prawdę mówiąc moje jedyne podróże ograniczały się do wyjazdów na Mazury (moja Mama pochodzi z tych rejonów). Kilka razy zdarzyło mi się być nad Bałtykiem – i uwierz mi, rozpatrywałam to wtedy w kategorii największego szczęścia i „podróży życia”. Od najmłodszych lat miałam głowę pełną podróżniczych marzeń, wiem, jak to brzmi: czterolatka siedząca z jakimś starym atlasem, mapami, przeglądająca zdjęcia w książkach… Ale tak było. Jako dziecko czułam się jakby „zamknięta w klatce”, bez możliwości poznawania świata. Do dzisiaj, mimo częstych wyjazdów mam czasami poczucie „braku możliwości złapania powietrza”, kiedy „za długo” jestem w domu.

Podróżujecie z psami, zawsze?

Hehe. Generalnie tak. Myślę, że 95% podróży to podróże z psiakami. Uwielbiam hasło Babci Sabinki: „te pieski to tyle świata zobaczą, że niejeden człowiek tyle nie widział”. Wander dogs. 5 merdających ogonów i 20 łapek zawsze gotowych do drogi (gdybyś widziała, co one robią na widok walizek).

Ostatnio ktoś zapytał: czy nie marzą się nam podróże na Bali, Malediwy. Odpowiedziałam: pewnie, że marzą. Może nie na Bali i Malediwy, ale maluchy wymagają odpowiedniej opieki, no i jest ich pięć. W zeszłym roku dostałam propozycję zawodową marzeń – taką totalnie wooow – która wiązała się z koniecznością wyjazdu bez psów. Zrezygnowałam. Był smutek. Ale – posiadanie psów wiąże się czasami z wyrzeczeniami. Rezygnacją z czegoś. Pogodziliśmy się z tym. Psiaki są dla nas najważniejsze.

Co mogłabyś poradzić tym, którzy chcą podróżować ze zwierzakami?

Porzucić obawy i przeświadczenie: „mój pies/kot/chomik etc. nie nadają się na podróżnika, bo…” – i po prostu zacząć to robić. Just do it! Ograniczę się do psiaków, bo to z nimi podróżuję – najczęściej od właścicieli psów słyszę: podziwiam was, z piątką psów, tak daleko, a ja z moim do miasta na kawę nie mogę pojechać”. Socjalizacja. Nauka. Od najmłodszych dni, bądź w przypadku starszych psów – od pierwszych dni w domu. Pies nie rodzi się z zakodowanym „nie lubię jeździć samochodem, nie lubię podróżować” – to człowiek musi wzbudzić w nim „chęć” podróżowania. Jeżeli jazda samochodem zacznie kojarzyć się zwierzęciu z czymś miłym (Spacery! Dużo spacerów. Czas spędzany razem. Zabawy.) – nie ma opcji, by jej nie polubił. Pozytywne bodźce. Nie licząc ekstremalnych przypadków (pieski po trudnych przejściach), jestem zdania, że z każdym psiakiem da się podróżować. To my, ludzie, stwarzamy sami w głowach te ograniczenia. Czasami ze strachu. Czasami po prostu… z wygody.

Ważne jest też techniczne przygotowanie do wyjazdu (transportery, bezpieczeństwo), ogarnięcie szczepień, badań (sprawdzenie regulacji prawnych w kraju, do którego zwierzę wwozimy), zabezpieczenie psiej apteczki czy wreszcie rozplanowanie trasy – tak, by zwierzę mogło rozprostować łapy, napić się wody, pobiegać.

Podróże z psami nie są jakimś ekstremalnym typem turystyki – pewnie każdy rodzic dwójki (i więcej) dzieci potwierdzi, że podróżowanie z dziećmi – to dopiero jest wyzwanie! 😉

Wasze ukochane destynacje z pieskami? Zachwycają mnie Wasze wybory, takie jak kraje nadbałtyckie czy Skandynawia? Czym podyktowane są te wybory?

Skandynawia (i jej przedsionek: Estonia). Nie ukrywamy, że to nasze miejsce na ziemi. Dzikość. Natura. Styl życia – tak bardzo „nasz”. Hygge. Lagom. Choć serca mamy rozdarte między północą a wyspami dalmatyńskimi, wyspami i południem Włoch. Naturalnie nasze ukochane destynacje stały się też tymi ulubionymi na podróże z pieskami. Włochy, Szwecja, Finlandia, Estonia to chyba kraje najbardziej dog friendly. Tu pieski traktowane są jak członkowie rodziny (czyli tak, jak my traktujemy nasze). Do wielu kawiarni, restauracji, sklepów – można zabrać psiaka. Kocham te naklejki na drzwiach z napisami: „bardziej niż dog friendly”, „zapraszamy grzeczne pieski”, „tu można z psem”. Wszędzie miski z czystą wodą. Ludzie na ulicach uśmiechający się do psów. No inny świat.

No i kwestia miejsc, w których można się zatrzymać z psami. Często bez dodatkowych opłat. Bez traktowania psa na zasadzie: „można przyjechać z psem, ale nie zostawiaj go samego w domu”, „tak, jesteśmy dog friendly – zapłać za psa i najlepiej zostaw go na klatce schodowej”, „dog friendly – milion monet za dobę za psa (a przecież nie śpi w łóżku, nie korzysta z prądu itd.)”. W Polsce (ale nie tylko) jeszcze tak wiele trzeba się nauczyć. Tak wiele trzeba w tej kwestii zmienić.

Preferujesz podróże po Polsce czy zagraniczne?

Zagraniczne. Wynika to także z faktu, o którym pisałam wyżej (psiaki). Ale jeżeli Polska to ukochany Bałtyk (mamy tu jeszcze dzikie plaże, wolne od parawanów), Mazury (wiadomo, sentyment) i Tatry.

Jaką podróż wspominasz najlepiej z dotychczasowych?

Sama wiesz, jak to z podróżami jest – każda wnosi coś wyjątkowego w nasze życie. Każda zostawia ślad. Staram się nie tworzyć takich rankingów. Jednak jeśli musiałabym wybrać jedną, którą mogę od a do z przeżyć jeszcze raz, byłaby to tegoroczna podróż do Finlandii. Laponia.

Mam silne poczucie, że „należę” do tego miejsca. Że wtapiam się w cały ten zimowy krajobraz. Jestem winter person. Urodzona w lutym. Dziecko zimy. Dużych mrozów. Zasp śnieżnych. Dla mnie zima mogłaby trwać cały rok (no może poza 2 miesiącami, z przerwą na kąpiele w morzu, hehe).

Czy miałaś jakieś wielkie podróżnicze marzenie i udało Ci się je zrealizować?

Z tych ogromnych podróżniczych marzeń spełniła się Laponia (tylko, że dalej na tej liście została, bo już chcę tam wrócić!). Skåne w Szwecji (bajeczny Półwysep Falsterbo) i Cyklady. Niemniej głowa nadal pełna marzeń (chyba zawsze tak będzie) – część z nich ciężko mi zrealizować – np. Meksyk, Islandia, Wyspy Owcze – z uwagi na psiaki.

Największe podróżnicze rozczarowania?

Jestem typem podróżnika, który w każdym miejscu stara się szukać magii, czegoś wyjątkowego. Każdą podróż dokładnie planujemy (z Marcinem). Nawet jeżeli jest to spontaniczna podróż (decyzja podjęta w ciągu kilku godzin, w ciągu kilku dni wyjazd) – bardzo dokładnie się do niej przygotowujemy. Wiemy, czego oczekiwać po danym miejscu. Czego się spodziewać. Może stąd brak takich ogólnych rozczarowań. Wiadomo, że w każdym miejscu może rozczarować np. jedzenie w restauracji (która była super hiper polecana), airbnb (choć miało być najpiękniejsze), widok z punktu widokowego (bo akurat w tle żurawie i etap budowy), itd. Jeżeli miałabym jednak wskazać miasto, które mnie rozczarowało tak w ogólności to byłyby to Ateny. Moloch. Brud. Niskie poczucie bezpieczeństwa nocą. No i Akropol. Niekończące się tłumy. Kolejka. Pamiętam głównie depczące mnie stopy innych osób. Nadmienię, że było to z rana i po sezonie.

Jakie miejsce najbardziej zainspirowało Cię fotograficznie?

Ohhh jest wiele takich miejsc… Ale ok. Nie chciałabym, byś musiała publikować ten tekst w kilku tomach, więc zwięźle: Laponia – najpiękniejsza zima, jaką wiedziałam. Natura – nierealnie piękna. Jak z bajki. Każdego dnia, kilka razy musiałam prosić Marcina: „uszczypnij mnie, ja śnię!”. Cyklady. Wszechobecna biel i błękit. Kocham cykladzką architekturę. Surowość skał i prostotę brył. To chyba jedne z najbardziej picturesque miejsc na świecie.

Z kim najbardziej lubisz podróżować i dlaczego?

Z moim najlepszym przyjacielem. Z Marcinem. Złożyło się tak, że przy okazji jest też moim mężem. Jesteśmy jak dwa żywioły. Znakomicie się uzupełniamy. Także w podróży – i to jest super. Marcin jest logistykiem. To on planuje całą trasę, podróż. Ogarnia wszystkie promy, winiety, pakowanie do auta (rany… to zawsze mega wyzwanie!). Ja z kolei odpowiadam za „piękniejszą” część wyjazdu – wybieram spoty,  planuję dzień, miejsca na jedzenie/kawę (no dobra, to w sumie razem), noclegi (te piękniejsze, hehe), Marcin z reguły wybiera te „low budget” , noclegi tranzytowe itp. – ja mam tendencję do „przeginania” w kwestii budżetu. Podsumowując: ja dbam o magię w podróży, a Marcin technicznie o to, by ta magia (czyt. podróż) w ogóle mogła mieć miejsce.

Nie mogę tu też nie wspomnieć o naszych małych travel buddies.

Jak wygląda Twój dzień w podróży? 

Zdaje się mieć więcej godzin niż zwykła doba 😉 Wstaję wcześnie (w podróży wcześniej niż w domu, choć i tak jestem rannym ptaszkiem), kładę się późno. Nie chcę mieć poczucia, że coś mi uciekło. Że straciłam jakiś piękny moment. Jestem bardzo aktywna – wszędzie mnie pełno. Biegam z aparatem. Od wschodu do zachodu słońca. Naturalnie są też momenty slow hygge: poranna kawa, śniadanie (najlepiej z widokiem), matcha lub beetroot latte w ciągu dnia, przytulanki, spacery z psiakami, potrafię też po prostu „zwiesić się” w danym miejscu, gdzie dzieje się magia i gapić się tak bez celu, na morze, wirujące płatki śniegu… Ale to momenty. Ogólnie żyję szybko, po to by bardziej doceniać momenty slow. Bo to one są najpiękniejsze.

Jak godzisz podróżowanie z pracą? Czym zajmujecie się zawodowo?

Jeszcze całkiem niedawno (niespełna trzy lata temu) mieliśmy oboje poukładane życie zawodowe. Studia doktoranckie z zakresu nauk prawnych. Postępowanie cywilne. Praca naukowa i dydaktyczna. Tak, wiem – większość powie: praca marzeń. Ale ja miałam poczucie niespełnienia (oboje mieliśmy). Czułam, że życie toczy się gdzieś obok mnie. A przecież mamy tylko jedno.

Rzuciliśmy więc to, na co pracowaliśmy ciężko tyle lat – i zaczęliśmy od zera, na nowo. Chcieliśmy wieść życie cyfrowych nomadów (ha! któż by nie chciał) – wiadomo, że nimi nie jesteśmy, ale… spędzamy w podróży więcej czasu niż w domu, więc jest całkiem nieźle.

Fotografuję od dziecka – miłość i pasję mogłam przełożyć na pracę – i choć nie jestem z tych, którzy podpiszą się pod hasłem: „rób to, co kochasz, a nie przepracujesz ani godziny w życiu” (team ranny ptaszek i nietoperz – 2 in 1) czuję się szczęśliwa. Bycie freelancerem daje spore możliwości w kwestii podróżowania (mogę pracować w podróży, mam nienormowane godziny pracy).

Wolisz wyjazdy na których plażujesz i odpoczywasz czy raczej ostre zwiedzanie?

Zdecydowanie zawsze ostre eksplorowanie przerwane chwilami w rytmie slow hygge. Plażowanie – tak – ale… ja nie potrafię usiedzieć na kocu czy leżaku dłużej niż godzinę (a i ta godzina z reguły mi się dłuży). Łapię więc aparat i gonię za kolejnymi kadrami. Szczególnie, kiedy jesteśmy na takich totalnie rajskich plażach – gdzie poza nami nie ma nikogo (a mamy takie np. na dalmatyńskich wyspach). Odpoczywam psychicznie, lecz prawda jest taka, że z każdej podróży wracam zmęczona fizycznie – ale to jest super. Czuję, że żyję!

Co zawsze przywozisz z podróży?

Gigabajty zdjęć i filmów na kartach pamięci, dyskach. Masę wspomnień w głowie – to przede wszystkim. Staram się też pamiętać o magnesie z danego miejsca – jakiś czas temu postanowiłam, że zacznę je kolekcjonować i przyczepiać na lodówkę, Sęk jednak w tym, że z reguły zapominam je kupić, a lodówka jest zabudowana – więc i tak nie ma ich gdzie przyczepiać. Leżą więc w rozmaitych czeluściach domu, a ja utwierdzam się w tym, że typem „zbieracza/kolekcjonera” chyba nie jestem. Jestem za to sentymentalna i mam słabość do pewnych rzeczy. I tak np. z Finlandii przywiozłam limitowany zimowy kubek Arabia Moomin Crown snow-load (z charakterystyczną ośnieżoną choinką, kojarzącą się z Laponią) – tak, uwielbiam Muminki. Z Apulii przywiozłam ogromne kaktusy – od naszej gospodyni, z farmy jej dziadków. Niestety nie mam własnego ogrodu, więc zamieszkały u rodziców Marcina – może i lepiej, zważywszy na mój antytalent w kwestii pielęgnacji roślin, a z Lazurowego Wybrzeża przywiozłam ręcznie wyplatany kosz. Jestem gadżeciarą. Kocham dobry design, lokalne rzemiosło. I jedzenie. Od tego powinnam zacząć. Zawsze przywozimy jakieś lokalne przysmaki, które oczywiście często znikają już w czasie podróży powrotnej do domu. Z dłuższych podróży przywozimy jakieś drobiazgi dla najbliższych. Szczególnie dla Babci. Ona tak przeżywa każdą naszą podróż. Jest naszą największą fanką;)

Jeśli weekend w Polsce to wybrałabyś…? 

Bałtyk! O każdej porze roku. Jest jedno miejsce, które od dawna chcę odwiedzić, a do tej pory się nie udało – Cisowy Zakątek. 

Jeśli weekend w Europie to pojechałabyś do…?

Budapesztu lub Sztokholmu. Kocham oba te miasta. Są idealne na city break.

Jeśli dowolne miejsce na innym kontynencie to byłoby to…?

Grenlandia. Alaska. Meksyk.

Ulubione miasto w Polsce…?

Uwielbiam Trójmiasto – całkiem niedawno przeprowadziliśmy się do Gdańska. Bardzo lubię też Warszawę i Zakopane.

Czy pamiętasz gdzie na świecie zjadłaś najpyszniejsze dania? Pamiętasz restauracje? Pamiętasz co to były za dania? 

Najtrudniejsze pytanie ever! Niemal z każdego miejsca, w którym jesteśmy mamy super smaczne wspomnienia. Prawda jest taka, że nasze podróże to jest taka trochę „turystyka kulinarna”. Oboje kochamy dobrze jeść. Wybiorę więc trzy dania ze Skandynawii, do których mam wyjątkowy sentyment. Najlepszego łososia jadłam w Laponii, w Rovaniemi (Santa’s Salmon Place – namiot). Przygotowany na ogniu. Na ruszcie. Podany z sałatką ziemniaczaną – obłęd. Proste dania są najlepsze – najważniejsza jest jakość składników. Jestem też wielką fanką zupy z łososiem – najbardziej kocham z Tallinna – na mleku kokosowym i jedzoną w Finlandii, w Lammintupa  – z ziemniakami, pysznie kremową. Oczywiście mam też wyjątkową słabość do szwedzkich bułeczek z cynamonem i kardamonem (jestem celiakiem, nie mogę spożywać glutenu – no ale… tam się po prostu nie da!) – jedne z najsmaczniejszych jadłam w szwedzkim Skåne, w Mölle, w Brandstation.

Czy podróże inspirują Cię do gotowania nowych potraw, do eksperymentowania kulinarnie? Czy podróże zmieniły Twoje nawyki żywieniowe?

No jasne! Szczęśliwie Marcin super gotuje (ja też, ale on lepiej) i to on w większości „odtwarza” dania z podróży. A czy podróże zmieniają moje nawyki żywieniowe? Nie. Odżywiam się zdrowo (co do zasady), także w czasie podróży. Niemniej to właśnie w czasie podróży spożywam najwięcej glutenu – szczególnie we Włoszech i Szwecji.

Jak planujesz podróże? Co Cię inspiruje?

Sporo z naszych podróży to marzenia jeszcze z czasów dzieciństwa. Lubię oglądać filmy dokumentalne, oldschoolowe programy podróżnicze. Przeglądam też pięknie wydane albumy fotograficzne, książki z dobrymi zdjęciami i… Pinterest – czasami jedno zdjęcie sprawia, że nie mogę spać, bo dany obraz stoi mi przed oczami. Zaczynam intensywnie „googlować” dane miejsce i… pojawiają się kolejne marzenia/plany na wyjazd.

Masz jakieś swoje sprytne patenty podróżnicze? Np. jakiś fajny sposób pakowania walizki albo przewożenia sprawunków;))))

Czy mogę wykreślić to pytanie?;) Nie znoszę pakowania. Zawsze (!) zostawiam to na ostatnią chwilę (czyt. noc przed podróżą), zawsze zabraknie mi miejsca i zawsze czegoś zapominam.

Czy polecasz jakieś blogi podróżnicze, przewodniki z których korzystasz?

Korzystam z mieszanych źródeł – nie tylko tych w internecie. Najczęściej są to zagraniczne blogi, na które trafiam z Pinterest lub z Google. Lubię też TripAdvisor i YouTube (vlogi).

Twoje ukochane inspiracje podróżnicze na Instagramie?

Nie chciałabym zabrzmieć jak dinozaur, który narzeka w tej kwestii, ale Instagram jakby „popsuł się”. Może nie tyle Instagram – bo to tylko narzędzie, a content. Pełno tu powielanych kadrów, te same miejsca, te same pozy, te same opisy. Dużo fikcji. Ok. Nie będę skupiać się na ciemnych stronach – zmierzam do tego, że paradoksalnie choć jest coraz więcej podróżniczych kont – wartościowej, nietuzinkowej treści wcale jakoś wiele nie ma. Doceniam więc twórców, którzy starają się pokazywać coś innego, iść pod prąd, specjalizować się w danej niszy. No i… robią piękne zdjęcia. Jest trochę twórców, których wyjątkowo cenię – ale, znając życie nie wymienię kogoś i będę potem żałować – jedno jest pewne @traveliciouspl jest wśród nich.

Jakie hotele, które odwiedziłaś najlepiej wspominasz? Wymień kilka jeśli pamiętasz nazwy i miejsca;)))))

Z racji podróży z psiakami najchętniej wybieramy wyjątkowe airbnb (najlepiej oddające klimat miejsca, w którym jesteśmy) – cenimy sobie przestrzeń, prywatność. Bezpieczeństwo psiaków jest dla nas najważniejsze. Oczywiście mamy kilka wyjątkowych hoteli na liście marzeń do odwiedzenia i kilka tych już odwiedzonych.

Mój ukochany hotel to Les Roches Rouges na Lazurowym Wybrzeżu. Idealne położenie. Atmosfera mało hotelowa – tak, jak lubię. Cudowny wystrój. Pyszne jedzenie. Dwa baseny – w tym jeden ze słoną wodą.

Co cenisz w hotelu? Jakie cechy musi mieć, abyś dobrze wspominała pobyt tam?

Niesamowite położenie. Widok z tarasu, z okien. Pyszne śniadanie – kocham śniadania z widokiem. Bardzo ważna jest sama atmosfera – nie lubię miejsc, w których czujesz się jak w muzeum. Miejsc, które onieśmielają. Doceniam też wyjątkowy design.

Jakie miejsca chciałabyś najbardziej odwiedzić w najbliższej przyszłości? 

Wyspy Owcze – jednak z psiakami jest to „trochę” utrudnione. Chciałabym wrócić też na Cyklady oraz do Finlandii – tym razem jeszcze wyżej. Na pewno będziemy dalej eksplorować Skandynawię.

Nie ma więcej wpisów